intro

Brexit



Brexit. Wielka Brytania „wychodzi” z Unii Europejskiej. Groza wśród urzędasów z Brukseli, wszak odpada im jeden z największych płatników do unijnego worka bez dna. Choć nie liczyłbym na obniżkę urzędniczych pensji, prędzej na podwyższenie wpłat przez pozostałych członków unijnego towarzystwa. Radość wśród wszystkich, którzy naiwnie liczą na nowy wspaniały świat „po”.

Ale plusy i minusy zostawmy elektrykom (niekoniecznie pochodzącym ze Stoczni Gdańskiej) i tylko módlmy się, żeby czasem nie pomylili biegunów dodatnich z ujemnymi.

Więc tylko garść przemyśleń, bez wartościowania, czy Brexit jest dobry, czy niedobry i dla kogo.

Siła referendum

Teoretycznie referendum powinno być najwyżej cenioną formą demokracji. Skoro demokracja to rządy ludu, dla ludu i przez lud (nie mylić z lodem), to trudno o bardziej bezpośredni przejaw tej woli niż wyrażony w referendum.
Jak jest w praktyce – wiadomo.

Po pierwsze, stara prawda głosi, że referendum wygrywa ten, kto określa treść pytań. Czyli pytanie w stylu: „Czy chcesz, żeby było gorzej, aby było lepiej” jest idealne dla autora pytania, bo z wyników takiego referendum nic nie wynika i każdy może ten wynik uznać za korzystny dla siebie.

Po drugie, w Polsce referendum jest kpiną z demokracji i śmiechem na sali, pochłaniającym gigantyczne pieniądze, a którego wyniki można jeszcze przed ich opublikowaniem wyrzucić do kosza (byle zgodnie z zasadami segregowania śmieci). Tzw. parlament może je spokojnie zignorować.

Po trzecie, w małych i słabych państwach, referenda w sprawach międzynarodowych także nic nie znaczą. Czy ktoś jeszcze pamięta przypadek przyjmowania tzw. konstytucji europejskiej? Irlandia w referendum powiedziała tej konstytucji „nie”, co powinno zakończyć sprawę, gdyż wymagana była jednomyślność wszystkich członków UE. I co? Lejąc na te wyniki i demokrację, zmuszono Irlandczyków do przeprowadzenia kolejnego referendum, które musiało dać jedynie słuszne wyniki. Ciekawe, co byłoby, gdyby i tym razem Irlandia zagłosowała na „nie”. Pewnie byłoby trzecie, albo i czwarte i tak aż do jedynego słusznego skutku.

Ale mała Irlandia, czy lekceważona Polska, to inna liga niż Wielka Brytania. Tu raczej nikt nie powie, że Brytyjczycy nie mają pojęcia o demokracji, bo nie mają konstytucji. Więc jest szansa, że wynik referendum łaskawie będzie uznawany. Choć już pojawiają się głosy, że za Brexitem były ciemniaki z prowincji, a światły Londyn był przeciw. Więc raczej nad Wielką Brytanią nie pochyli się Komisja Wenecka – przytulisko zasłużonych emerytów, wybierane nie wiadomo przez kogo i w jaki sposób, o nieznanych uprawnieniach, o którym przed 2015 r. nikt w Polsce nie słyszał. Prędzej wyjdzie jakaś Włoszka, która chyba wyłącznie z uwagi na niekorzystny układ plan na słońcu została „szefową” unijnej dyplomacji i znowu zacznie publicznie ryczeć nad losem Unii, tak jak ryczała w sprawie imigrantów.

Bezpieczeństwo

Brexit jest straszny, spada bezpieczeństwo Polski, mówią „znawcy”.

Otóż tym „znawcom” należy przypomnieć, że Polska jest członkiem stricte wojskowego NATO, który nie ma z Unią Europejską nic wspólnego. A sama Unia nie ma żadnych struktur wojskowych (na szczęście). Więc lanie krokodylich łez nad osłabieniem bezpieczeństwa Polski jest po prostu przyznawaniem się do totalnej ignorancji.

Wielka Brytania pozostaje członkiem NATO nieprzerwanie od roku 1948, czyli od utworzenia tego paktu, a Brexit nie jest związany z NATO.
W przeciwieństwie do takiej np. Francji. Przypominam, że Francja jest w pełni członkiem NATO dopiero od roku 2009 (a wcześniej w latach 1949 – 1966). W okresie od 1966 r. do 2009 r. Francja paliła, ale się nie zaciągała. Jak to Francja. Czyli była członkiem NATO, ale nie struktur wojskowych sojuszu. Czyli sny o dawno minionej potędze (minionej wraz z I wojną światową) przesłoniły realizm.

Przyczyny

Po trzecie i najważniejsze: przyczyny Brexitu.

Brexit nie jest wynikiem powszechnego zatrucia spalinami, zażywania halucynogennych grzybów, ani nie wymyślili go Marsjanie. Z Brexitem jest podobnie, jak z emigracją Polaków: wynika on z niezadowolenia z tego, gdzie i jak się żyje. Skoro Polska nie jest krajem dla ludzi (ani starych, ani w jakimkolwiek innym wieku), to należy z niej uciec. Podobnie z Brexitem: skoro Unia nie jest instytucją dla ludzi i zmierza ku samozagładzie, to opuśćmy ja, póki czas.

Brexit wpisuje się w tendencję totalnego społecznego wkurwu na tzw. elity. Bo społeczeństwa zaczynają rozumieć, że są dymane i szukają sposobu na pokazanie, że wcale im się to nie podoba. W przypadku dymania, każdy woli być jednak zdecydowanie stroną aktywną. Stąd więc sukces zarówno Pawła Kukiza w grajdołku naszym, jak i i sukces (niezależnie od końcowych wyników wyborów prezydenckich) Donalda Trumpa w Jueseju. I stąd też Brexit. Tzw. intelektualiści płaczący nad brytyjskim wyjściem powinni tylko się cieszyć, że wkurw społeczny nie przebrał form bardziej drastycznych i że obok urn do głosowania nie pojawiły się także urny o całkowicie innym zastosowaniu.

Brytyjczycy żyją co prawda w monarchii, ale parlamentarnej. Nie mają co prawda spisanej konstytucji, ale mają takie tradycje demokratyczne, że czternaście francuskich konstytucji może schować się ze wstydem w kącie. Nie ma więc co się dziwić, że przestała im się podobać Unia Europejska – niedemokratyczny twór o nieznanej ilości organów, powoływanych nie wiadomo przez kogo i w jaki sposób, o mętnie określonych kompetencjach, ale aspirujących do regulowania każdego aspektu życia obywateli.

Unia, w której źródłem wszelkiego zła są czajniki elektryczne o zbyt dużej mocy, stuwatowe żarówki i niewłaściwy sposób spływania wody w kiblu.

Unia, która niszczy rolnictwo promując monokulturowe uprawy, np. rzepaku.

Unia, która robi wszystko, aby nie być konkurencyjną, a świat ucieka do przodu.

Unia, która wymaga jawności i demokracji, ale nie stosowanej do instytucji unijnych. Kto twierdzi, że jest inaczej, niech spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej o negocjacjach z Juesejem umowy o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym UE i USA (TTIP).

Bye, bye UK.
Who’s next?

Nebelwerfer

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Brexit”
  1. kasta says:

    Rozpad wszelkich sztucznych tworów niesprawdzających się w życiu ze względu na brak poszanowania indywidualizmu np. państwowego, jest kwestią czasu…czasem bardzo długiego…

    Niestety, jeżeli dana gospodarka-państwo- funkcjonuje na poziomie egoizmu- wówczas mamy do czynienia z bezpardonowym rozszerzaniem strefy wpływów /za pośrednictwem różnych unii i paktów/, bo nie widzi się późniejszych szkodliwych /dla siebie/ następstw takiego działania…mimo iż początkowo osiąga się jakieś zamierzone ,,zyski,,…
    A z utworku wyłapałam znajomo brzmiące…,,silence,, hi, hi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *