intro

Dwa żywioły, dwie pasje. George Mallory i Nuno Gomes



George Mallory i Nuno Gomes. Dwie pasje i dwie legendy sportów ekstremalnych, choć sporty te są całkowicie różne. Mallory to pogoń za wysokością, Gomes – za głębokością. Obaj ogarnięci wielką pasją, którą Mallory przypłacił życiem, ginąc w 1924 r. w czasie próby zdobycia Mount Everestu.

Łączy ich wielka pasja i konsekwencja w dążeniu do wyznaczonego celu, ale poza tym różni prawie wszystko.

George Mallory trzykrotnie uczestniczył w wyprawach na Mount Everest i próbę zdobycia szczytu w trakcie ostatniej z nich przypłacił życiem – razem z Andrew Irvine’em, który towarzyszył mu w ostatniej wspinaczce. Idea zdobycia Everestu była rodzajem jego obsesji. To on jest autorem słynnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zamierza wspiąć się na Everest: „Bo tam jest” („Because it is there”).

Ale George Mallory to nie tylko wielka pasja, ale także wielkie roztargnienie i niefrasobliwość. Te negatywne jego cechy podkreślane są w zasadzie przez wszystkich, którzy go znali. Niestety, o ile w normalnych warunkach roztargnienie może mieć swój urok, o tyle w sytuacjach ekstremalnych, a do takich należy wspinaczka w najwyższych górach świata, może być śmiertelnie niebezpieczne. Zwłaszcza w strefie śmierci, powyżej 7.900 m n.p.m.

Przed rozpoczęciem ataku szczytowego 8 czerwca 1924 r., Mallory i Irvine gubią kuchenkę (zjeżdża w dół po stoku), pozbawiając się tym samym możliwości ugotowania nie tylko posiłku, ale także przygotowania gorącej wody – kluczowej przy wyjściu na mrozie w stronę szczytu. A w czasie wspinaczki trzeba dużo pić i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: gorący napój rozgrzewa, co oczywiste. Po drugie: w przypadku odwodnienia, krew gęstnieje i krąży wolniej, co powoduje, że znacząco wzrasta ryzyko wystąpienia odmrożeń.

Mało tego: w chwili wyjściu do ataku szczytowego na Everest, Mallory i Irvine zostawiają w namiocie kompas (niezbędny do odnalezienia powrotnej drogi we mgle lub w nocy) oraz latarkę, bez której nie sposób wyobrazić sobie zejścia po zmroku. Tym samym skazują się na biwak pod gołym niebem w czasie nocnego powrotu. Co ciekawe, latarka, znaleziona w namiocie przez ekspedycję w 1933 r., po 9 latach leżenia na wysokości powyżej 8.000 m, nadal działała! A nie była to latarka wyprodukowana specjalnie dla wspinaczy. Chciałbym zobaczyć współczesną zwykłą latarkę, mejd in czajna lub nie, która okaże się równie wytrzymała.

A trzeba, niestety wiedzieć jedno: ówczesne stroje alpinistyczne dobrze chroniły przed wiatrem i morzem, ale pod warunkiem pozostawania w ruchu. Biwakowanie pod gołym niebem równoznaczne było z zamarznięciem.

Ostatnie zdjęcie Mallory'ego i Irvina. Geroge Mallory najprawdopodobniej z lewej.

Ostatnie zdjęcie Mallory’ego i Irvine’a. Geroge Mallory najprawdopodobniej z lewej.

Te cechy charakteru Mallory’ego (których nie potępiam, a jedynie stwierdzam) osłabiają moc uzasadnienia twierdzenia, że Mallory i Irvine w roku 1924 weszli jednak na Everest. W zasadzie przeciwko temu twierdzeniu przemawia prawie wszystko: końcowy odcinek drogi, którą wybrali (a dokładnie kluczowy Drugi Uskok), przy ich wyposażeniu, był w zasadzie nie do pokonania (tą drogę weszli dopiero Chińczycy w roku 1975, korzystając z aluminiowej drabiny, której Mallory i Irvine oczywiście nie mieli), wyszli do ataku szczytowego zbyt późno, nie mieli ze sobą raków itd. Ta ostatnia kwestia (brak raków, a nie „i tak dalej”) była świadomym wyborem, związanym z konstrukcją raków: ówczesne raki były mocowane skórzanymi paskami do miękkich butów (bo twardych skorup stosowanych obecnie jeszcze nie wymyślono). Żeby więc raki nie spadały, trzeba było mocno zacisnąć paski na butach. Powodowało to oczywiście zmniejszenie krążenia w stopach i gotowe odmrożenia.

Ok, Conrad Anker po 8 latach od odnalezienia ciała Mallory’ego podjął próbę pokonania Drugiego Uskoku bez korzystania z chińskiej drabiny (została na potrzeby tej próby zdemontowana). Próbę udaną. O czym to świadczy? O niczym. Bo o ile na wcześniejszych etapach wspinaczki przez krótko wspinał się wraz z partnerem w rekonstrukcji stroju Mallory’ego (łącznie z butami, będącymi najsłabszym ogniwem tego stroju), o tyle Drugi Uskok pokonał już we współczesnym stroju alpinistycznym, z rakami na butach. Mallory nawet nie mógł marzyć o takim wyposażeniu. Czyli Anker nawet nie zbliżył się do eksperymentu Thora Heyerdahla – czy to z okresu Kon-Tiki, czy też Ra II.

Podstawowy argument zwolenników wejścia Mallory’ego na Mount Everest jest taki, że Mallory obiecał, że na szczycie umieści zdjęcie żony, a tego zdjęcia nie znaleziono przy jego ciele. Ale skoro Mallory był tak roztargniony, to może nie wziął zdjęcia ze sobą lub zgubił je gdzieś po drodze? Być może odpowiedź ostateczną mógłby dać aparat fotograficzny, którego nie znaleziono przy ciele Mallory’ego (być może miał go Irvine, którego ciała nie odnaleziono do dziś), ale nawet przy tak szczęśliwym trafie nie wiadomo, czy udałoby się jakieś fotografie z niego uzyskać, a jeśli nawet, to czy potwierdzałyby teorię pierwszego wejścia na Everest.

Nuno Gomes. Portugalczyk z RPA. Rekordzista świata w nurkowaniu głębokowodnym. Do dziś jest rekordzistą świata w głębokości nurkowania w jaskini (283 m, rok 1996, jaskinia Boesmansgat w RPA), a jego rekord świata w głębokości nurkowania w otwartym morzu (318,25 m, Morze Czerwone) utrzymał się przez dziewięć lat i został pobity dopiero w 2014 r. Jest to obecnie drugi wynik na świecie.

Jest autorem pięknej odpowiedzi na pytanie, jak sobie radzi z długą dekompresją, która przy głębokich nurkowaniach może trwać nawet kilkanaście godzin: „Po prostu musisz lubić przebywać sam ze sobą.”

Nuno Gomes

Nuno Gomes

Z nurkowaniami Nuno Gomesa nie są związane legendy ani specjalne dociekania. Najbardziej dramatycznym epizodem jego nurkowej przygody było ugrzęźnięcie w dnie jaskini Boesmansgat w trakcie rekordowego nurkowania. Po prostu nie przewidział (i nie miał podstaw do takich przypuszczeń), że na dnie jest aż tak gruba warstwa mułu. A że dno pojawiło się wcześniej niż przypuszczał, stąd też nie mógł temu ugrzęźnięciu zapobiec. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie.

Poza tym „nuda”: zanurzył się, pobił rekord i wynurzył. Oczywiście, gdyby, odpukać, Gomes zginął w trakcie nurkowania, mielibyśmy do czynienia z narodzinami kolejnej legendy i wzrostem zainteresowania osobą, która zajmowała się tak niszowym zajęciem, jak nurkowanie techniczne. Nic tak ludzi nie interesuje, jak nieboszczyk. No, może jeszcze seks. A tak: nuda.

Ale nudne (a więc: bezpieczne) nurkowania Gomesa nie wzięły się z sufitu, lecz z cech jego charakteru. Po prostu zawsze na pierwszym miejscu stawiał bezpieczeństwo. W tak ekstremalnym sporcie, jak nurkowanie na wielkie głębokości, nie ma miejsca na brawurę, czy pozostawienie pewnych rzeczy przypadkowi lub szczęśliwemu trafowi. Nawet drobny błąd, głupie pomylenie butli z mieszanką oddechową, może być śmiertelne. Dlatego każde zanurzenie wymaga długich i mało efektownych przygotowań. Przypadek Nuno Gomesa wskazuje jednak, że dokładność i rzetelność (cechy dobrego księgowego) może procentować ekscytującymi wynikami – zacznie bardziej pasjonującymi, niż poprawne wprowadzenie danych do księgowego programu „Symfonia”.

Kogo wybralibyście jako towarzysza ekstremalnej wyprawy? Rzetelnego, poukładanego Gomesa, czy bałaganiarskiego, ogarniętego obsesją Mallory’ego?

No i wszystko było ładnie i pięknie, pesymista zatriumfował, aż tu nagle …

Zupełnie przypadkiem, już po napisaniu tego tekstu, natrafiałem na dwuczęściowy, bardzo obszerny artykuł Piotra Korczaka pt. „Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924”.

Już tytuł wskazuje, jaką opcję reprezentuje autor. Ale nie jest to artykuł nawiedzonego tropiciela teorii spiskowych, twierdzącego, że jako pierwsi na Księżycu wylądowali Marsjanie, a z kranów płynie ogłupiający narkotyk. To jest mega dokładne studium wszelkich znanych faktów, znalezisk i poszlak, dotyczących ostatniego wyjścia Mallory’ego i Irvine’a. Prostujące wiele twierdzeń, które bezkrytycznie przyjmowane są za prawdziwe. Z fotografiami i opisami poszczególnych, istotnych elementów północo-wschodniej grani Everestu, którą się wspinali.

I powiem krótko: szczęka mi opadła, a wraz z nią, także chęć krytyki Mallory’ego. Bo autor rozlicza się z większością mitów dotyczących Mallory’ego, w tym także z utraconą kuchenką i rzekomo nie zabraną latarką.

W skrócie jego teoria wygląda następująco:

Ostatnia wspinaczka Mallory’ego i Irvine’a miała swojego świadka. Był nim Noel Odell, który dostrzegł ich przez lunetę teodolitu przez przerwę w chmurach, kiedy wspinali się granią. Wątpliwości dotyczą miejsca, w którym się znajdowali w chwili tej obserwacji. Powszechnie przyjmuje się, że byli przed Drugim Uskokiem – najtrudniejszym do sforsowania miejscem przed wierzchołkiem szczytowym.

Zdaniem autora, w słynnym momencie, kiedy Odell dostrzegł Mallory’ego i Irvine’a wysoko na grani (znacznie powyżej 8.000 m), byli oni nie przed Drugim, ale przed Trzecim Uskokiem, czyli znacznie bliżej wierzchołka i po pokonaniu najtrudniejszego, Drugiego Uskoku. Ma to być zgodne z pierwotną, a więc najbliższą wydarzeniom, wersją relacji Odella. Czy tak było w istocie – nie jestem w stanie zweryfikować.
Ponieważ pokonanie Trzeciego Uskoku nie sprawia specjalnych trudności technicznych, wierzchołek był niemal w zasięgu ręki (w dokładniej w zasięgu dwóch godzin wspinaczki) co oznacza, że zdobycie szczytu było bardzo prawdopodobne.

Dalej: zdaniem autora, Mallory musiał spaść w czasie powrotu (co mogło być związane przede wszystkim z butami – najsłabszym elementem ówczesnego wyposażenia alpinistycznego, choć autor na temat przyczyn upadku Mallory’ego wiele nie spekuluje). Ale nie zginął wskutek fatalnego złamania prawej nogi (które widać na jego zwłokach), ale po upadku, gdy próbując zjechać polem śniegowym do obozu, nieszczęśliwie uderzył się czekanem w głowę. To właśnie obrażenie miało być śmiertelne. Tę ranę widział na twarzy Mallory’ego Thom Pollard (członek ekipy, która znalazła ciało Mallory’ego), ale nie utrwalono tego na zdjęciach (ciało Mallory’ego leży na brzuchu). A Irvine miał zamarznąć w drodze powrotnej w rejonie pierwszego uskoku.

Tyle autor. Wywód wydawał mi się bardzo przekonujący. Np. całkowicie zgadzam się z autorem co do ułożenia nóg Mallory’ego, z których lewa leży na prawej, złamanej pod kątem prawie 45 stopni (nogi krzyżują się mniej więcej na wysokości kostek). Tak jak autor uważam, że położenie zdrowej nogi na złamanej wcale nie ulżyłoby bólowi, jak się powszechnie twierdzi. Wręcz przeciwnie: powinno ten ból tylko potęgować. Co oznacza, że najprawdopodobniej ktoś (autor wskazuje na członków chińskiej wyprawy z 1975 r.) zmieniał ułożenie ciała.

Ale jednak nuta sceptyka zwyciężyła. Wydaje mi się, że w całym rozumowaniu jest kilka słabych punktów.

Kwestia kluczowa to moim zdaniem stan zwłok Mallory’ego. Z szacunku dla zmarłego nie będę wrzucał zdjęć, ale można je znaleźć w internecie, choćby w drugiej części artykułu Piotra Korczaka. Zwłoki mają wydziobane przez ptaki pośladki, przez które widać zawartość żołądka. Anker dostrzegł nawet jakieś resztki niestrawionego jedzenia w żołądku.

Skoro ciało nosi ślady dziobania, to znaczy, że ptaki musiały się dobrać do ciała, kiedy jeszcze było ciepłe i nie zamarznięte. Biorąc pod uwagę temperaturę na Evereście, musiało to nastąpić bardzo szybko po śmierci Mallory’ego, przed zamarznięciem ciała. A skoro tak, to raczej bardziej prawdopodobne jest, że śmierć nastąpiła za dnia, kiedy ptaki mogły łatwiej znaleźć ciało. Pytanie poza tym brzmi, czy w ogóle żerują one w nocy. Resztki niestrawionego jedzenia z kolei wskazują, że albo jest to ostatni posiłek przed wyjściem z obozu, albo Mallory jadł coś po drodze. Jeśli prawidłowe jest pierwsze przypuszczenie, to raczej wyklucza to, że śmierć nastąpiła w czasie nocnego zejścia z wierzchołka: mało prawdopodobne jest, aby żołądek nie strawił posiłku w ciągu całej doby.

Po drugie: cało Mallory’ego leży mniej więcej w linii spadku z Drugiego Uskoku. Wydaje mi się więc najbardziej prawdopodobne, że Mallory spadł w trakcie próby sforsowania Drugiego Uskoku, a więc w ciągu dnia, w kilka godzin po posiłku. Mógł oczywiście nie zginąć od razu, lecz w czasie próby pełznięcia lub innego przesuwania się w kierunku obozu. Irvine mógł zamarznąć w czasie powrotu, a jego ciało nie zostało zidentyfikowane bez cienia wątpliwości, tak jak stało się z ciałem Mallory’ego.

Po trzecie: autor twierdzi, że ślady wspinaczki Mallory’ego i Irvine’a powyżej drugiego uskoku zatarli Chińczycy, którzy wspinali się ich drogą. Pytanie tylko brzmi, po co mieliby to robić? Przecież w 1975 r. (kiedy wspinali się Chińczycy) Everest był już zdobyty (wejście Hillary’ego w 1953 r.). Zatarcie śladów pierwszego wejścia niczego by Chińczykom nie dało, bo pierwszy oficjalnie był i jest Hillary. Z kolei nie wydaje mi się, żeby motywem Chińczyków było zatarcie śladów wejścia granią północno – wschodnią. Chińczycy, zdaniem autora, chcieli uzyskać miano pierwszych zdobywców Everestu tą właśnie granią i dlatego usuwali ślady po poprzednikach. Tylko co z tego? Zdobycie ośmiotysięcznika nową drogą nie daje nawet promila tej sławy, jaka otacza pierwszego zdobywcę szczytu – nawet jeśli wszedł najłatwiejszą drogą. Tak więc zyskanie przez Chińczyków miana pierwszych zdobywców Everestu granią północno – wschodnią, nie dawało żadnej w zasadzie sławy, bo Hillary nadal był pierwszy.

I jeszcze jedna kwestia, związana z rozważaniami autora związanymi z odnalezionym zegarkiem Mallory’ego, godziną, na jakiej się zatrzymał i sposobem noszenia zegarka przez Mallory’ego. Jako osoba przez pewien czas nosząca zegarek na nadgarstku „do góry nogami”, czyli zegarkiem do dołu, a sprzączką od paska do góry, zapewniam autora, że jest to najgorszy z możliwych sposobów noszenia zegarka, wielokrotnie bardziej go narażający na uszkodzenia lub co najmniej na zarysowania, od sposobu zwykłego. Zresztą, jeśli Mallory sunął po śniegu na brzuchu i próbował wyhamować się rękami, to w tym momencie zegarek noszony w ten sposób był najbardziej narażony na uszkodzenie. Dlatego bardzo ryzykowna jest teza autora, że zegarek uszkodzony został w czasie wspinaczki na Drugim Uskoku, a nie w czasie upadku.

Conrad Anker, David Roberts „Zaginiony. Rzecz o odnalezieniu George’a Mallory’ego na Evereście”, Mayfly, Warszawa 2012
Nuno Gomes, Olo Sawa „Poza błękitem. Autobiografia”, Mayfly, Warszawa 2014

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 1


http://brytan.com.pl/dlaczego-wierze-mallory-i-irvine-everest-1924-cz-2/

Nebelwerfer

Na fotografii tytułowej: George Mallory.

Źródła fotografii George’a Mallory’ego: Wikpedia.
Źródło fotografii Nuno Gomesa: www.nunogomes.co.za

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Dwa żywioły, dwie pasje. George Mallory i Nuno Gomes”
  1. kasta says:

    Sporty ,ekstremalne,…bywają różne…Dla wielu osób jest to nawet zwykła gimnastyka…czy gotowanie.. 😉
    Informacje o osiągnięciach w niszowych dziedzinach Życia, zwykle bardziej interesują pasjonatów i osoby, które mają w tym jakiś swój interes…niż zwykłego zjadacza chleba…
    Wiele zagadek /nawet tych rozwiązanych/, często nie ujrzy światła dziennego..z różnych powodów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *