intro

Dziwolągi na drodze (1)



Poruszając się po drogach, mamy szansę napotkać mniej lub bardziej dziwnych innych użytkowników dróg. Przy czym za dziwnych nie uważam tzw. piratów drogowych, pospolicie przekraczających prędkość. Ten, kto nigdy prędkości nie przekroczył, niech pierwszy rzuci kamieniem. Aby zostać dziwolągiem, trzeba czegoś więcej niż jazdy z prędkością 70 km/h w terenie zabudowanym. Poniżej niedoskonała próba klasyfikacji wszelkich dziwolągów. Klasyfikacja uwzględnia tylko dziwolągi poruszające się pojazdami dwuśladowymi, pospolicie nazywanymi samochodami. Pomija natomiast dziwolągi jednośladowe (motocyklistów i pedalarzy, pospolicie nazywanych rowerzystami), pieszych, deskarzy, rolkarzy i wszelkie inne osobniki korzystające z dróg. Oczywiście klasyfikowanie innych jako dziwolągów nie oznacza, że sami nie zostaniemy za takich uznani.

Możliwy skutek bliskiego spotkania z dziwolągiem

Możliwy skutek bliskiego spotkania z dziwolągiem

1. Baba

Już samo brzmienie tego słowa budzi grozę. Po babie spodziewać się można wszystkiego: przyspawania się do lewego pasa jezdni i rajdu tym pasem z ogromną prędkością 32 km/h, nagłych, nie sygnalizowanych skrętów (przecież było widać, że chcę skręcić!), nagłego hamowania (o, minus 20% w sklepie z butami!), jazdy na światłach drogowych w środku dnia (to nie ja włączyłam!), zgaśnięcia silnika przy próbie ruszenia, objawów wybiórczej ślepoty (przecież tego samochodu tu nie było!), otarć i stłuczek parkingowych (mógł nie parkować tak blisko!). Odmianami baby są szponiara i miłośniczka orgazmów.

Zresztą parkowanie to w wykonaniu baby horror połączony z komedią. W zasadzie nie wiadomo, co robić: śmiać się, płakać, kląć, czy najnormalniej w świecie skrócić (niezależnie od sposobu) babskie męki. Ale baby w tym zakresie są kołem napędowym gospodarki – przynajmniej w branży blacharsko – lakierniczej.

Baby często jeżdżą w szpilkach – co częściowo tłumaczy ich trudności w obsłudze pedałów, a jednocześnie świadczy o totalnym braku wyobraźni. Są granice lansu, które nie powinny być przekraczane. Choć zdarzają się baby rozsądne, wożące w samochodzie buty bez obcasów, które zakładają tylko na czas jazdy.

Baby lubią wysokie samochody, bo czują się w nich bezpiecznie, zaleczając przy okazji kompleksy niskiego wzrostu. Są jednak w tym zakresie mocno niekonsekwentne: rzadko jeżdżą z definicji najwyższymi ciężarówkami, preferując wszystkie pseudoterenówki, którymi jeżdżą oczywiście wyłącznie po mieście. A że za paliwo płaci mąż lub kochanek, nie przejmują się gigantycznym spalaniem takich pojazdów.

Istnieje odmiana bab, zdających sobie sprawę z własnych niedoskonałości i z dużym dystansem oraz poczuciem humoru podchodzących do własnych, niemrawych manewrów na drodze. Czasami można je poznać po naklejce na tylnej szybie „Uwaga! Baba!”. Jest to jednak gatunek rzadki i powinien być chroniony. Zazwyczaj bowiem reakcją baby na słowa słusznej krytyki jest święte oburzenie: przecież wszyscy krytykujący babę to prawdziwi piraci drogowi.

Osobnego wpisu wymagałby samochód baby, bo mało jest na świecie miejsc, w którym panuje większy pierdolnik niż w takim samochodzie. Konkurencję może stanowić jedynie babska torebka.

potrójne nieszczęście: nie dość, że baba, to w dodatku w szpilkach i nieco koślawa

Potrójne nieszczęście: nie dość, że baba, to w dodatku w szpilkach i nieco koślawa

2. Miłośniczka orgazmów

Szczególna odmiana baby. Jej cechą charakterystyczną jest zakres graniczących z ekstazą odczuć, jakie przeżywa w trakcie jazdy samochodem. „Jadę samochodem i żyję! Wow! Co za przeżycie!” Ekstatyczne odczucia powodują, że miłośniczka orgazmów nie jest w stanie zwrócić uwagi na tak banalne i przyziemne kwestie, jak korzystanie z kierunkowskazów, prawidłowe używanie hamulców, czy uważanie na czerwone światła. Z drugiej strony pokażcie mi faceta, który w trakcie orgazmu zwracałby uwagę na takie pierdoły.

3. Kapelusznik, czyli nakrytnik głowny

Kapelusznik jest zwolennikiem teorii, że wnętrze samochodu jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie. A skoro tak, to należy odpowiednio się zabezpieczyć – choćby przed panującymi we wnętrzu samochodu gigantycznymi przeciągami. I jak żołnierz chroni hełmem swą bezcenną głowę, tak samo kapelusznik chroni pustkę znajdującą się w owalnym pojemniku na szyi. Dlatego nawet przy zamkniętych szybach, kapelusznik rusza do boju w swym mechanicznym rumaku zawsze z nakrytą głową.

Kapelusznik nie zawsze używa kapelusza. Kapelusze to raczej rzadkość, wyjątkiem są kraciaste kapelusiki z maleńkim rondem w stylu bawarskim. Głównym sprzętem bhp, jakiego używa kapelusznik jest czapka: oprychówka (ulubione nakrycie głowy prezydenta Komorowskiego, więc teraz już chyba prezydentówka, ewentualnie bulówka), włóczkowa lub bejsbolówka. Kapelusznicy wyższego stopnia zakładają nakrycie głowy dopiero w środku samochodu, na zewnątrz świecąc łysiną, zaczeską lub co kto tam ma – wszak na zewnątrz jest bezpieczniej. Dziwne poglądy kapeluszników na atmosferę w środku samochodu przekładają się na ich technikę jazdy, która często jest ciotowata lub alogiczna.

Nakrytnik głowny. Może nie zmotoryzowany (raczej zesłoniowany), ale jedzie.

Nakrytnik głowny. Może nie zmotoryzowany (raczej zesłoniowany), ale jedzie.

4. Wisielec, czyli kierowca szczękowy

Wisielec jest zawsze rodzaju męskiego. Ma to istotne znaczenie, gdyż pozycję wisielca często przyjmują także baby. Jednakże w przypadku bab ma to swoje uzasadnienie: są z reguły niższe i nie sięgają nogami do pedałów (zbieżność nazwy z powszechnie stosowaną nazwą pewnej mniejszości seksualnej absolutnie przypadkowa). Stąd maksymalne dosunięcie fotela do przodu i wiszenie dolną szczęką na kierownicy w przypadku bab ma jakieś tam uzasadnienie. W przypadku wisielca jest to natomiast kwestia wyboru, a nie konieczności. Wisielec dosuwa fotel tak blisko kierownicy, że wisi na niej szczęką. Jest to zapewne wyraz atawistycznego dążenia do zespolenia człowieka z maszyną. Wisielec mikrego wzrostu ma dużą szansę kierowania samochodem bez użycia rąk – wystarczą same ruchy głową.

Wisielcy są groźni, gdyż są nieprzewidywalni, podobnie jak baby i dziadki.

5. Nędzarz i żywa skamielina.

man-161218_1280

Samochód ciągnący się lewym pasem z oszałamiającą prędkością 30 km/h może, ale nie musi wskazywać na dziadka lub babę. Często jest to bowiem nędzarz lub żywa skamielina. Osobnik zaliczający się do jednej z tych kategorii uwielbia rozmawiać przez telefon w trakcie jazdy. Samo w sobie nie jest to może specjalnie naganne, problem w tym, że telefon przy uchu nie wpływa dobrze na bezpieczeństwo. Więc wlecze się powoli, wykonuje dziwne manewry (w końcu wolna jest tylko jedna ręka – ta od masturbacji) i w wiadomej części ciała ma innych kierowców. Jak powszechnie wiadomo, telefoniczny rozmówca jest najważniejszy.

Nędzarz wysupłał wszystkie pieniądze na ostatni model BMW lub Subaru i nie stać go na najprostszą słuchawkę (bezprzewodową lub nie) do telefonu za 30 zł. O zestawach głośnomówiących nawet nie warto wspominać.

Z kolei żywa skamielina zatrzymała się w rozwoju (lub niedorozwoju, jak kto woli) gdzieś w latach, gdy pojawiły się pierwsze komórki (nie szare – skamielina w zasadzie ich nie ma) i cały czas uważa, że telefon przy uchu to niesamowity lans. O ile więc nędzarz nie używa telefonicznych wspomagaczy umożliwiających bezpieczne rozmowy z powodów finansowych, o tyle skamielina nie używa ich świadomie, gdyż pozbawiłyby ją istotnej (a dla niektórych najważniejszej) części wizerunku. Przy czym określenie żywa skamielina jest odrobinę na wyrost: jeśli życie sprowadza się do komórkowego lansu, to co to za życie.

6. Skodnik (czyt. Szkodnik)

Miłośnik aut produkowanych u naszych sąsiadów z południa. Skodnik to dowód na to, że pewien rodzaj aut przyciąga określony rodzaj ludzi. Skodnikiem zazwyczaj, choć nie zawsze, jest dziadek, który Skody kupował od zawsze, nawet w czasach nieśmiertelnego dowcipu wyjaśniającego przyczynę zamontowania w tych samochodach ogrzewania tylnej szyby („żeby ci ręce nie zmarzły, jak będziesz zimą pchał”). Skodnik zazwyczaj jeździ tak ostrożnie, że powoduje tym większe zagrożenie niż większość Frogów i innych piratów drogowych. Miłość skodnika do jego ukochanej marki nie pozwoliła mu zauważyć, że marka ta od lat jest własnością znanego niemieckiego koncernu. Z tego powodu skodnik w żadnym razie nie może zostać uznany za patriotę.

7. Thalityk

Thalityk to szczęśliwy (?) właściciel pojazdu o nazwie Renault Thalia. Kolejny przykład tego, że określone samochody przyciągają określony, zazwyczaj mocno pokręcony, typ ludzi. Renault Thalia często pojawia się w czołówce rankingów na najbrzydszy samochód i jest dokładnym zaprzeczeniem powiedzenia „elegancja Francja”. Samochód nijaki i brzydki. Teoretycznie sedan jako limuzyna powinien wyglądać lepiej od hatchbacków, ale ten model skutecznie obnaża bezsens takiego twierdzenia. Cud, że znaleźli się jego nabywcy. Ale są tacy. A ponieważ samochód jest dziwny, to i dziwni są jego właściciele. Zazwyczaj to starsi panowie, ale o zacięciu hardkorowców. Jeśli więc zobaczycie taką Renówkę, chwyćcie mocniej kierownicę w dłonie, bo wszystko może się zdarzyć.

8. Szponiara

fake-13426_640 (Kopiowanie)

Osoba płci drugiej, wychodząca ze skądinąd słusznego założenia, że czas poświęcony na podróż samochodem jest czasem w dużej części straconym. Więc stara się go wypełnić możliwie jak najbardziej pożytecznymi czynnościami. Odpadają tak banalne czynności jak słuchanie muzyki, rozmowa przez telefon, czy pospolite dłubanie w nosie. Szponiara zazwyczaj także notorycznie się spóźnia, więc w samochodzie próbuje nadrobić stracony czas, wykonując niezbędne do życia czynności. A niezbędny do życia każdej szponiary jest ekstra wygląd, osiągany przede wszystkim malowaniem szponów i paszczy. Szponiara maluje więc pazury – jeśli na światłach, to pół biedy, gorzej, jeśli w trakcie jazdy. Oczywiście, pazury muszą wyschnąć, stąd konieczność jazdy nie narażającej (czyt. cipowatej) lakieru na uszkodzenie. Szponiara opanowała także sztukę nakładania maskary w trakcie postoju i w czasie jazdy, w tym drugim przypadku często powodując masakrę na drodze (przecież to nie ja!). Szponiara potrafi także sprawnie operować szminką w czasie jazdy, bez pomalowania zębów, co jest sztuką godną podziwu. To z myślą o szponiarach wymyślono podświetlane lusterka w osłonach przeciwsłonecznych. Autor tych słów ma takie w samochodzie, ale nigdy nie przyzna się, że z nich korzysta.

Cdn.

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *