intro

Dziwolągi na drodze (2)



Czas zająć się pozostałymi kategoriami drogowych dziwolągów.

9. Dziadek

Dziadek słabo słyszy i widzi, ale jeździ. Zazwyczaj z babcią, która co prawda jeździć nie umie, ale znacznie lepiej wie, jak jeździć się powinno. Dziadek nie bardzo wie, co dzieje się naokoło, o istnieniu kierunkowskazów zdarza mu się zapomnieć, a podstawową techniką jazdy jest uderzenie taranem, bez względu na wszystko. Na szczęście dziadek sił nie ma wiele, więc i na pedał gazu naciska słabo. Stąd potencjalne szkody przez niego wyrządzone kończą się często na stłuczkach, otarciach i modlitwach poszkodowanych o zalegalizowanie eutanazji.

10. Złotówa, czyli taryfiarz

Nie nasza, ale złotówa.

Nie nasza, ale złotówa.

Król drogi, złotousty piewca pieniądza i wieczny narzekacz. Z tym ostatnim mocno zbliżony do rolnika. Dla złotówy najważniejszy jest on sam. Potem długo, długo, nic i pojawia się klient. Reszta nie istnieje. Złotówa jeździ, jakby wszystkie drogi były jego prywatnymi drogami. Często wlecze się, bo przecież skoro jemu się nie spieszy, to innym też nie powinno. Wciska się i wymusza pierwszeństwo, bo nagle zaczęło mu się spieszyć. Przyjeżdżając po klienta parkuje w miejscu jak najbardziej utrudniającym ruch, ignorując fakt, że 10 metrów dalej jest wolne miejsce, na którym można spokojnie poczekać na klienta. W rozmowach ze złotówą najważniejsze są pieniądze: panie, jakie teraz wszystko drogie, benzyna, przeglądy, nic się nie opłaca, a ja co roku powinienem zmienić samochód.

11. Okupant

Jako, że w naszej przebogatej historii niewiele było okresów, kiedy nie siedzieli u nas jacyś okupanci, to także obecne czasy nie są wyjątkiem. Przy czym okupant jest nasz, a nie obcy, więc można go też określić rodzajem zdrajcy. Okupant okupuje lewy pas jezdni, totalnie ignorując przepis Prawa o ruchu drogowym mówiący o tym, że lewy pas służy do wyprzedzania. Więc wlecze się tym pasem z powodów sobie tylko znanych, przy czym fakt, że za 5 kilometrów zamierza skręcić w lewo może, ale wcale nie musi, być takim powodem. Okupantem często jest baba lub dziadek, ale też bardzo często okupantami są kierowcy samochodów dostawczych. Ponieważ ich samochody są duże i często poobijane, żadna stłuczka nie jest im straszna i nie wahają się wykorzystywać swojej przewagi wielkości i masy. W przypadku baby okupacja często jest wynikiem konsekwencji: skoro już udało jej się raz trafić w jakiś pas ruchu i jest to pas lewy, to nie widzi powodu, aby go zmieniać.

12. Kinoman

Miłośnik wszelkich widowisk. Zwłaszcza stłuczek i wypadków drogowych. Dlatego widząc wypadek, kinoman obowiązkowo zwalnia i z wypiekami na twarzy chłonie widowisko – im bardziej krwawe, tym lepiej, im więcej pogiętej blachy, tym ciekawiej. Ignoruje przy tym fakt, jak niebezpieczne bywa gwałtowne hamowanie (trzeba zwolnić, żeby dokładnie obejrzeć), czy gapienie się w bok, zamiast do przodu. Najważniejsze jest widowisko!

13. Pirat

pirate-47705_1280

Oczywiście nie chodzi o kogoś tak banalnego jak pospolity pirat drogowy, ignorujący ograniczenia prędkości. Jak wiadomo, jedną z charakterystycznych cech prawdziwego pirata jest przepaska na jednym oku, spowodowana brakiem tegoż oczka. Nasz pirat przeniósł tę cechę na swój samochód i jeździ ze świecącym się tylko jednym reflektorem. Drugi reflektor często z kolei udaje „oko na Kaukaz” i świeci gdzieś w niebo, albo świeci światłem drogowym (dla niewtajemniczonych: najsilniejszym, którego nie wolno używać w terenie zabudowanym, gdyż oślepia innych kierowców). Piratem jest często baba lub dziadek, a ich piractwo spowodowane jest ogólnym brakiem orientacji. Jednakże piratami są także często osoby, którym wrodzone matołectwo nie pozwoliło na opanowanie trudnej sztuki wymiany żarówki w reflektorze. Czyli zdając sobie sprawę z awarii, jeżdżą dalej, bo po pierwsze, o co chodzi, a po drugie, i tak nie potrafią wymienić żarówki. Oczywiście, zdarzają się także podróbki piratów: osoby, które piractwo dopadło w trasie, a nie mają żarówki na wymianę lub właśnie zmierzają do warsztatu w celu takiej wymiany. Jazda do warsztatu nie jest niczym wstydliwym, gdyż w niektórych modelach samochodów wymiana żarówki w warunkach domowych albo jest kompletnie niemożliwa, albo wymaga użycia specjalnego klucza, albo wymaga zdemontowania prawie całego przodu samochodu. Stan piractwa zazwyczaj nie jest trwały – trwa do okresu tuż po najbliższym mandacie. Odmianą pirata jest ślepak.

14. Ślepak

Ślepak to ekstremalna odmiana pirata, czyli pirat dwureflektorowy jadący po zmroku. Być może jazda całkowicie bez świateł (a tym samym bez widoczności) powoduje u niego pewien dreszczyk emocji, jednak moim zdaniem przyczyną takiej jazdy jest raczej totalne nieogarnięcie.

15. Kangur

Kangur właściwy (nie drogowy, choć bywa spotykany także na drogach)

Kangur właściwy (nie drogowy), choć bywa spotykany także na drogach)

Kangur nie pochodzi z Australii. Nasz ci on jest. Kangur do perfekcji opanował poruszanie się skokami, jednakże nie są to skoki do góry. Kangur albo był w wojsku, albo naoglądał się wojennych filmów, albo w dzieciństwie biegał z karabinem po podwórku, gdyż do perfekcji opanował realizację wojskowej komendy: „Skokami naprzód!” Niestety, komendę tę sam sobie wydaje, i niestety odbywa się w czasie postoju na czerwonym świetle. Kangur zawsze zatrzymuje się na czerwonym świetle w dużej odległości od sygnalizatora, a następnie co chwila, skokami co pół metra przesuwa się do przodu. Taka zabawa może i jest fajna, ale takie podjeżdżanie nijak się ma do zasad racjonalnej i oszczędnej jazdy (o nerwach stojących za kangurem nie wspominając). Poza tym kangur ignoruje fakt, że w korku każde pół metra ma znaczenie i może oznaczać, że mniej samochodów przejedzie na jednej zmianie świateł. Ignorowanie tego faktu zdaje się wskazywać na małomiasteczkowe pochodzenie kangura, gdyż w małych miastach problem korków w zasadzie nie istnieje, albo jeżeli nawet istnieje, to nie w tak ekstremalnych formach jak w miejskich molochach.

16. Śpioch

Byle nie zasnąć

Byle nie zasnąć

Śpioch, jak sama nazwa wskazuje, zasypia za kierownicą. Na szczęście nie w trakcie jazdy. Marne to jednak pocieszenie, gdyż śpioch zasypia na skrzyżowaniu, stojąc jako pierwszy przed czerwonym światłem. Śpiocha często są w stanie obudzić dopiero wściekłe klaksony kierowców z tytułu, ale śpioch się nimi kompletnie nie przejmuje, zdając sobie sprawę z ogromnej wagi, jaką ma dla zdrowia właściwa ilość snu. Podobnie jak kangur, śpioch może być przyczyną mniejszej przepustowości skrzyżowań, co także może wskazywać na jego pochodzenie z małego miasteczka. We własnej ocenie, śpioch jest jednak super kierowcą.

17. Przybłęda, czyli obcoblachowiec

Osobnik jeżdżący na obcych blachach, czyli samochodem o numerach rejestracyjnych wskazujących na mieszkanie w innej, odległej miejscowości. Przybłędy są groźne przez swoje zagubienie i niepewność: w obcym mieście czują się nieswojo, nawigacja nie zawsze daje pewność, a czasami wręcz wprowadza w błąd. Poza tym przybłęda potrafi np. wykonać nagły manewr skrętu, jechać pod prąd lub złamać wszelkie przepisy, jeżeli dostrzeże miejsce docelowe. Poza tym często przybłęda pochodzi z miejsca, gdzie jeździ się zupełnie inaczej: często dostojnie i bez pośpiechu. Jeżeli przybłęda zastosuje taką technikę w dużym mieście, otrąbienie i mięso wylatujące z ust innych kierowców ma jak w banku. Autor niedawno był w Łodzi, gdzie wioząca go złotówa stwierdziła, że w Warszawie jeździ się zupełnie inaczej niż w Łodzi: szybciej i dynamiczniej. Nota bene, taka dynamiczna jazda bardziej złotówie odpowiadała, czemu dała wyraz omal nie rozjeżdżając na pasach durnoty z telefonem przyklejonym do ucha. Tak więc różnice w technice jazdy mogą dotyczyć nawet dużych miast, nawet jeżeli są to miasta kurczące się jak Łódź.

Jednakże przybłędy należy traktować z dużą dawką wyrozumiałości i uprzejmości na drodze. W końcu każdy z nas może stać się przybłędą i niepewnie szukać swojego celu. Dlatego nie utrudniajmy przybłędom życia i nie powiększajmy ich stresu w obcym mieście, a może doczekamy się równie miłego rewanżu.

18. Czyścioch

Namiętny miłośnik czystej i suchej przedniej szyby. Nawet najmniejsza kropla wody na przedniej szybie budzi w nim prawdziwego tygrysa i chęć natychmiastowego usunięcia intruza, drastycznie ograniczającego pole widzenia. Czyścioch przyswoił sobie wiedzę, że wodę z przedniej szyby usuwa się za pomocą wycieraczek, więc zawzięcie z nią walczy. A że wróg jest wredny i odrażający, więc używa najwyższego wycieraczkowego biegu. I stoi sobie taki czyścioch na światłach, wycieraczki latają tam i z powrotem z prędkością TGV, a kropelki deszczu kap, kap, dostojnie padają z nieba. Skala użytych przez czyściocha środków do wielkości deszczu jest uderzająca, ale czyścioch kompletnie się tym nie przejmuje, w końcu priorytetem jest czyściutka szyba. Nie przejmuje się także tym, że machające wycieraczki wyglądają odrobinę jak wołanie o pomoc: „Hej, jak to się wyłącza?!”

Czyścioch może być groźny na drodze, gdyż jego wycieraczkowa nieadekwatność może przenosić się na inne elementy jazdy.

19. Autor

Autor tego paszkwila nie będzie udawał kierowcy doskonałego. Autor przyznaje, że cierpi na rozszczepienie jaźni i wciela się w prawie wszystkie opisane tu osoby. No, może poza miłośniczką orgazmów – od czasu lektury książki „Świat według Garpa” i obejrzenia opartego na niej filmu, autor przekonał się, jak niebezpieczny może być seks oralny w samochodzie i od tego czasu unika (z różnym skutkiem) orgazmów w pojeździe.

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *