intro

Filmy z liczbami



W ramach przedświątecznego odprężenia (bo powiedzmy sobie szczerze: ile można latać po sklepach za prezentami o stopniu beznadziei tym większym, im bliżej Świąt), proponuję małą zabawę filmową. Spróbujmy sobie przypomnieć filmy z liczbami w tytule.
Pozwoli to może przy tym na odświeżenie znajomości arytmetyki, co przyda się przy podsumowaniu, ile kasy wywaliliśmy na świąteczne koszmarki prezentowe. Oby nie maksymalną liczbę w tytule filmu.

Filmów zawierających w tytule liczby jest całe mnóstwo, często liczby w tytule użyte są niebanalnie i zaskakująco.
Poniżej moje typy, które przypomniałem sobie bez sięgania do zasobów internetu. Z góry zaznaczam, że pominąłem kolejne części filmów, czyli mówiąc nowocześnie: sequele (typu Rambo 4, Szklana pułapka 3), albo seriale (z Czterema pancernymi i jednym psem na czele).

Ciekawostką jest hołubienie niektórych liczb przez filmowców, co przekłada się na znaczną liczbę filmów, przy czym wcale nie chodzi o uchodzącą za szczęśliwą liczbę „7”.

Ciekawe jest też także to, że o ile w pierwszej dwudziestce jest dość gęsto, to dalej już zaczynają się potężne dziury.

Nie mogę tu nie wspomnieć o „Wyliczance” Petera Greenawaya, bo choć w tytule nie ma liczby, ale cały film jest jedną wielką zabawą z liczbami. W ten, czy inny sposób, pojawiają się w nim po kolei liczby od jedynki (jedynka już w pierwszej scenie) i każda kolejna scena obrazuje nową liczbę lub ta liczba wprost jest pokazywana (nie pamiętam już, na której liczbie film się kończy). Sensu wielkiego w tym nie ma, wielkich przemyśleń także. Ot, taki wygłup i dowód sprawności warsztatowej scenarzysty i reżysera, który ze wszystkich sił stara się być kontrowersyjny i pseudoniezależny. I oczywiście pełny zachwyt wielbicieli „wyższej” sztuki filmowej nad wielkim, pustym „dziełem”.

Ale wracajmy do tytułów. W kolejności rosnącej:

„O jeden most za daleko”

„O dwóch takich, co ukradli księżyc”
„Żyje się tylko dwa razy”
„Zet i dwa zera” (to też Greenaway) – tu może być zarówno dwójka, jak i zero. Generalnie w tytule chodzi o zoo, ale ktoś postanowił być na siłę oryginalny.

„Trzej muszkieterowie”
„Trzy dni kondora”
„Trzy dni bez wyroku”
„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – w przypadku tego tytułu, może chodzić zarówno o liczbę trzy, jak i cztery.
„Trzeci człowiek”

„Czterej muszkieterowie”
„Cztery pokoje”
„Cztery noce z Anną”
„Nowy Jork, czwarta rano”
„Cztery wesela i pogrzeb” (czyli i cztery, i pięć)

„Pięć ton i on”
„Szósty zmysł”

„Siedem”
„Siedmiu samurajów”
„Siedmiu wspaniałych”

„Osiem milimetrów”
„Osiem i pół”
„Dziewięć i pół tygodnia”

„Dziesięcioro przykazań”

„Parszywa dwunastka”
„Dwunastu gniewnych ludzi”
„W samo południe” (może nie do końca się łapie, ale chodzi tu o godzinę 12.00, a nie stronę świata)

„15.10 do Yumy” (też godzina)
„21 gram”
„30 sekund nad Tokio”
„Ali Baba i 40 rozbójników” (czyli w zasadzie i 40, i 41)
„48 godzin”
„101 dalmatyńczyków”
„102 dalmatyńczyki”
„300”
„300 mil do nieba”
„1492: wyprawa do raju”
„1941”
„Rok 1984”
„2001: Odyseja kosmiczna”
„2010: Odyseja kosmiczna”

„20.000 mil podmorskiej żeglugi”
„Bestia z głębokości 20.000 sążni”

„Dwa miliony dolarów napiwku”

I wreszcie: last, but not least:
„Pi” (czyli 3,14 i dalej nieskończony ciąg liczb. Bo nie chodzi o „Życie Pi”, ale o film Aronofsky’ego)

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *