intro

Jak zdechnąć z głodu



W naszym położonym mniej lub bardziej w środku Europy grajdołku śmierć głodowa jest raczej wyjątkiem niż regułą. Przynajmniej na razie. Zazwyczaj zdarza się w wyjątkowo ekstremalnych przypadkach. A jednak może się zdarzyć nawet w całkiem dużym mieście. I bynajmniej przyczyną głodowej śmierci nie musi być brak pieniędzy na jedzenie.

Bielsko – Biała. Piękne miasto położone w Beskidzie Śląskim. Zamek (czyli pałac), mały rynek i duże centrum handlowe – co kto lubi. I parę klinik medycyny mniej lub bardziej estetycznej, w których można powiększyć sobie cycek lub coś innego, ewentualnie odessać dupsko. W okolicy góry (a dla wielbicieli Alp i wyżej – pagóry). Góra Żar, z której można polatać na paralotni (dla profanów: na spadochronie), szkoła szybowcowa, a dla pospolitej większości – piwsko i kiełbasa z grilla.

Bielsko-Biała. Miasto, w którym można zdechnąć z głodu.

Oczywiście, żeby w tym mieście (i jakimkolwiek innym) żyć, trzeba jeść. A jeśli nie jest się tubylcem, skazanym się jest na skorzystanie z miejsc oferujących uciechy kulinarne, które pospolicie nazywane są knajpami. I jeżeli chcielibyście zjeść coś odrobinę bardziej wyrafinowanego niż kebab z kebabiarni, to czeka was niechybna śmierć głodowa.

Bo w takim przypadku zaczynają się schody, większe od odeskich (dla niezorientowanych: Odessa – miasto na Ukrainie, choć biorąc pod uwagę przypadki krymsko – donbaskie, nie wiadomo, jak długo jeszcze). Bo czy naprawdę trzeba robić menu liczące 60 pozycji, z których prawie połowy nie można zamówić, bo „niestety, nie ma”. I w którym jest siedem deserów, z których dostępny jest tylko jeden? Czy autor tej kulinarnej księgi naprawdę myśli, że ilość = jakość? A takie właśnie przypadki mogą was spotkać w pseudoamerykańskiej knajpie w centrum handlowym, której nazwę litościwie zmilczę.

I czy możliwe jest, że we włoskiej knajpie przy rynku nie ma żadnych sałatek? Jak się okazuje, w Bielsku jest to możliwe. I nie pomoże Włoch, na autorytet którego ten przybytek się powołuje. Podobnie jak nie pomoże w odpaleniu starego i nowego menu na stronie internetowej. Widać nawet tym, co jest, nie ma się co chwalić.

Albo w „słynącej z burgerów” (według zapewnień kelnera) knajpie w rynku, przy płaceniu obowiązkiem musi być weryfikacja zamawianych pozycji, bo kelnerzy coś nie bardzo panują nad materią i wstukują wszystko, jak leci. I weryfikacja jak najbardziej w moim przypadku była potrzebna, bo o co, jak o co, ale o chlanie piwska zazwyczaj nie jestem podejrzany. Albo przy ponownym pobycie w tej samej knajpie, kelnerzy robią wszystko, byle tylko klienta nie zauważyć, bo niby po co? Pewnie na jesieni czeka ich wymarzona praca. Ale z takim podejściem, nawet układanie towaru na półkach w dyskoncie to dla nich za wysokie progi.

I czy naprawdę w tej samej słynącej z burgerów burgerowni możliwe jest, że nie ma mięsa wieprzowego? Oczywiście, że jest. Dodam tylko, że nigdzie nie było informacji, że knajpa jest żydowska lub arabska, tak więc wieprzowina nie powinna wiązać się z profanacją czegokolwiek lub kogokolwiek. A jednak „wyszła”. Nie wiem, tylko, czy pod postacią świnki.

Wobec takiego kulinarnego bogactwa, upadłe gwiazdy prywatnych telewizji (i sprytnych zakupów w Wall Marcie) nie powinny się dziwić, że Polacy jeżdżą z własną wałówką. Bo przynajmniej mają to, na co mają ochotę.

I nie powinno dziwić, że na Zomato nie ma ani jednej recenzji knajpy z Bielska – Białej. Skądinąd bardzo miłego miasta. O ile uda się w nim nie zdechnąć.

Nebelwerfer

Komentarze

6 komentarzy do “Jak zdechnąć z głodu”
  1. kasta says:

    A co to za ptactwo? Z dzioba i upierzenia – puchaty głodomór przypomina młode strusia…

    1. Nebelwerfer Nebelwerfer says:

      Każdy głodny ptak wygląda tak samo

        1. kasta says:

          ….Nie, raczej każde bezbronne ,,niemowlę,,.

  2. kasta says:

    Tubylcy zawsze wiedzą gdzie chodzić…w odróżnieniu od ,,zielonego obcego.,,…
    Zanim się nie zorientujemy w ,,nowym terenie,, – trzeba się liczyć z różnymi niespodziankami, zwłaszcza wtedy gdy jest się wybrednym…
    Nie tragizowałabym…wszystko jest kwestią osobistego smaku i preferencji …nawet związanych z obsługą …
    Zresztą , jak napisałeś,zawsze pozostają…zakupy w sklepie i/lub tzw. suchy prowiant . 😉

    1. Nebelwerfer Nebelwerfer says:

      Dlatego złota zasada kulinarnego przetrwania brzmi: nie jedz tam, gdzie nie ma ludzi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *