intro

Jordania – podróż do piachu. Miejsca



Krótki przewodnik po miejscach, które mniej lub bardziej dokładnie udało mi się zobaczyć w Jordanii.

Amman

Dwumilionowa stolica. W sumie chyba ze wszystkich atrakcji Jordanii, Amman jest najmniej ciekawy, co nie znaczy, że nieciekawy. Nieszczęściem Ammanu były trzęsienia ziemi, które spowodowały, że są w nim tak naprawdę trzy zabytki: cytadela oraz starorzymski teatr i odeon – oba tuż obok siebie. Na pewno warto je odwiedzić. Cytadela jest bardzo rozległa. Niewiele tam pozostałości stricte militarnych (co zmartwi każdego prawdziwego faceta), ale za to rozciąga się z niej wspaniała panorama na położone na wzgórzach miasto. Teatr i odeon są dobrze odrestaurowane i też warte grzechu.

Rzymski teatr w Ammanie

Rzymski teatr w Ammanie

Góra Nebo

Według tradycji, z tej góry Mojżesz zobaczył Ziemię Obiecaną. Jest na niej remontowany i zamknięty dla zwiedzających kościół, parę mozaik, jakieś resztki rzeźb, laska Mojżesza, po której wije się wąż (chodzi zapewne o biblijnego węża miedzianego), a którą prawie wszyscy biorą za krzyż. Czyli niewiele. Ale widok z góry jest przecudny i dlatego warto to miejsce odwiedzić.

Laska Mojżesza na górze Nebo

Laska Mojżesza na górze Nebo

Mukawir, czyli starożytny Machareus

Twierdza zbudowana na wysokim wzgórzu przez Heroda Wielkiego, mniejsza od Masady. Same pozostałości twierdzy nie są ciekawe – ot, dwie kolumny i dziura w ziemi (niewiele w niej widać), będąca resztką więzienia, w którym trzymano św. Jana Chrzciciela. Ale samo wzgórze i okolica – przepiękne. I wspaniały widok dookoła, szczególnie na Morze Martwe. Moim zdaniem panorama jeszcze piękniejsza niż z Góry Nebo.

panorama z fortecy Mukawir

panorama z fortecy Mukawir

Betania – miejsce chrztu Chrystusa

Żar lejący się z nieba, zero wiatru, żółta strużka Jordanu i wokół gaj oliwny. Miejsce niesamowicie klimatyczne i skłaniające do kontemplacji. I wygląda na to, że jest to autentyczne miejsce chrztu (kamienne pozostałości miejsca chrztów i bizantyńskiego kościoła), a nie kit znajdujący się na północy całkowicie po stronie izraelskiej, który nam do niedawna wciskano. Betania w tym roku znalazła się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Całkiem zasłużenie.

Betania

Betania

Ajlun, czyli Qalaat ar-Rabad

Wreszcie jakiś zamek. W sporej części odrestaurowany. Niestety, jest to zamek stricte arabski, a z krzyżowcami miał tyle wspólnego, że miał się przed nimi bronić.

Dla Panów: ciekawy przykład dobrze zachowanej średniowiecznej arabskiej architektury militarnej.
Dla Pań: wspaniała panorama ze szczytu zamku – zamek jest bardzo malowniczo położony.

Dodatkowa atrakcja dla Panów – przy drodze wiodącej z Jerash do Ajlun, jadąc do Ajlun po lewej stronie i tuż przed samym Ajlun, na poboczu drogi jest pomnik (?) z myśliwcem F-104 Starfighter.

panorama ze szczytu zamku Ajlun

Panorama ze szczytu zamku Ajlun

Petra

Perła Jordanii, miejsce wpisane na listę UNESCO. Żelazny punkt programu. Petra absolutnie nie jest przereklamowana. To naprawdę magiczne miejsce.

Ponieważ będzie tam prawie każdy, kto wybiera się do Jordanii, więc tylko kilka uwag z mojej strony.

Po pierwsze: moim zdaniem na porządne zwiedzenie Petry potrzeba co najmniej dwóch dni. Ja niestety, miałem do dyspozycji tylko jeden. Dwa dni pozwalają nie tylko na zobaczenie większości obiektów, ale także na ich kontemplację, a nie tylko działanie w stylu: wpadł, strzelił dwie fotki, jedną samojebkę z dziubkiem lub wyszczerzem i wypadł.

Po drugie: nie warto korzystać z koni przy wejściu. Nie dość, że potwornie cuchną, to w dodatku można na nich przejechać tylko bardzo krótki, początkowy odcinek. Bez sensu.

Po trzecie: opcja wzięcia bryczki jest lepsza niż samego konia, zwłaszcza dla osób starszych, gdyż bryczki wjeżdżają daleko w głąb Petry – bodajże do Skarbca, czyli przez cały Siq (wąwóz prowadzący do zasadniczej części Petry). Musimy się tylko liczyć z porządnym wytrząśnięciem (kiepskie resory) i ostrym targowaniem ceny. Oczywiście opcja bryczkowa jest dobra dla emerytów. Zdjęcie w takiej bryczce jednoznacznie wskazuje, że coraz bliżej nam do chwili, kiedy pampers na noc będzie równie niezbędny, jak piżama.

Po czwarte: w Petrze można kupić wodę, napić się kawy lub soku, są też restauracje. I są toalety, więc lanie na skały jest nie tylko w złym guście, ale także głupie.

Po piąte: warto pójść do Klasztoru (Ad Deir). Oczywiście, jego fasada jest bardzo podobna do bliżej położonego Skarbca, koło którego przechodzi każdy, ale Klasztor położony jest w tak niesamowicie urokliwym miejscu, że grzechem byłoby go nie odwiedzić. O najlepszej kawie świata już wspomniałem w pierwszej części wpisu. Nie przestraszcie się liczbą 800 stopni, które trzeba pokonać, żeby do niego dojść: wycieczka nie jest trudna i trwa około godziny w jedną stronę bez specjalnego pośpiechu (z rejonu Qasr al-Bint i restauracji). I warto pójść jeszcze dalej na dwa punkty widokowe (dojście do każdego z nich zajmie po ok. 10 minut w jedną stronę), przy czym widok na prawym punkcie wydaje mi się piękniejszy. Czarno-zielone skały po prostu powalają.

Po szóste: nie zapomnijmy o ruinach zamku krzyżowców Al-Wu’ayra na północno – wschodnim obrzeżu Petry. Można go odwiedzić w drodze do Małej Petry. No i oczywiście o górujących nad Qasr al-Bint ruinach fortu krzyżowców Al-Habis. A dla zawansowanych – ruiny kolejnego fortu krzyżowców Jebel Madhba niedaleko górskiego miejsca składania ofiar (tego z dwoma obeliskami).

Petra. Skarbiec

Petra. Skarbiec

Petra

Petra

Petra. Punkt widokowy za Klasztorem

Petra. Punkt widokowy za Klasztorem

Petra. Ruiny zamku krzyżowców Al-Wu'ayra

Petra. Ruiny zamku krzyżowców Al-Wu’ayra

Mała Petra

Czy warto odwiedzić Małą Petrę? Zdecydowanie tak! Powiedzmy sobie szczerze: gdyby nie było „dużej” Petry, to Mała Petra byłaby na liście UNESCO i tłumy waliłyby właśnie tam. A ponieważ jest „duża” Petra, więc w Małej jest kameralnie: mało ludzi, malowniczy skalisty kanion i mniej „reprezentacyjne” groty, co nie znaczy, że nieciekawe. Mała Petra była miejscem mieszkalno – hotelowym, a nie reprezentacyjno – funeralnym, tak, jak „duża”. Warto pójść kanionem do końca, bo rozciąga się stamtąd wspaniała panorama. I warto odwiedzić pozostałości neolitycznej wioski Bayda (przy wejściu do Małej Petry trzeba pójść w lewo) na pięknej, porośniętej trawą i zbożami polanie wśród skalistych wzgórz. W czasach neolitycznych uprawiano tam zboża.

Mała Petra

Mała Petra

Shobak, czyli Montreal

Zamek malowniczo położony na okrągłym wzgórzu. Zbudowany pierwotnie przez krzyżowców, przebudowany przez Arabów. I tu od razu uwaga: w zasadzie wszystko to, co widzimy z zewnątrz, jest dziełem arabskich budowniczych, a nie krzyżowców. Widoczne elementy architektury krzyżowców to tylko dwa łuki sklepienia w ruinach kościoła oraz podziemia zamku.

zamek Montreal (Shobak)

Zamek Montreal (Shobak)

Kerak, czyli Karak, czyli Petra Deserti (Skała Pustyni)

Największy zamek krzyżowców w Jordanii i w ogóle największy zamek w Jordanii. Zamek o burzliwej historii – za czasów krucjat przeszedł co najmniej trzy wielkie oblężenia, w tym ostatnie skuteczne. Siedziba awanturniczego Renalda de Châtillon. Zamek robi wrażenie nawet na mniej zaawansowanych: potężna budowla na wysokiej ostrodze skalnej, z obłożonym na gładko talusem, wieloma wieżami i arabskim donżonem. Do zwiedzania są trzy poziomy zamku, choć nie wszystkie pomieszczenia dolnych poziomów są odkopane i nie wszystkie są dostępne. Mniej zawansowani powinni mieć świadomość, że zamek został rozbudowany w czasach arabskich, dlatego zachowana substancja nie pochodzi w całości z czasów krucjat. Bardziej zaawansowani i dysponujący czasem mogą poszukać pozostałości fortyfikacji miejskich: wszak obok zamku tak jak obecnie funkcjonowało miasto.

Mury Petra Deserti

Mury Petra Deserti

Akaba

Jedyny port Jordanii. Plaża miejscami piaszczysta, a miejscami żwirowa. Plaża jest publiczna, a Panie powinny uważać ze zbyt wyzywającym strojem. W Akabie warto pochodzić po sklepach: ciekawe są zwłaszcza sklepy z pistacjami i innymi orzechami o niespotykanych u nas smakach. Dla Panów: mamelucki fort z XVI w., zdobyty w czasie I wojny światowej przez Lawrence’a z Arabii.

cytadela w Akabie nocą

Fort w Akabie nocą

Jerash

Ruiny starorzymskiego miasta. Całkiem solidne ruiny, więc miłośnicy starożytności powinni się przygotować na nieudawany orgazm. Warto odwiedzić. Zrekonstruowane dwie wspaniałe bramy, hipodrom, świątynie, ulica z oryginalnym brukiem, owalny plac z kolumnadą, teatr itd. Kapitalne miejsce dla miłośników starożytności i nie tylko. Przed wejściem – współczesny arabski bazar z mydłem, powidłem i kawą z kardamonem. I także wodą, do zakupu której sprzedawca zachęca po polsku sloganem: „Zimna woda zdrowia doda”.

Zrekonstruowana brama Hadriana w Jerash

Zrekonstruowana brama Hadriana w Jerash

Owalne forum w Jerash

Owalne forum w Jerash

Wadi Rum

Magiczne miejsce, zwłaszcza o zachodzie słońca. Kolejne miejsce na liście UNESCO. Czerwona pustynia i skały wywołują niemal mistyczne przeżycia. A dodatkowo dokłada się do tego wschodzący księżyc. Warto wspiąć się na czerwoną piaszczystą wydmę ze skałami na szczycie i stamtąd kontemplować zachodzące słońce. Przepyszna herbata z ziołami serwowana w tubylczym namiocie. Dodatkowym przeżyciem jest podróż na pace starej terenowej Toyoty, z oberwanymi oboma zewnętrznymi lusterkami, ale w końcu ruchu tam prawie nie ma, więc i lusterka niepotrzebne.

Wadi Rum o zachodzie słońca

Wadi Rum o zachodzie słońca

Madaba

Madaba słynie właściwe z jednego: w cerkwi pod wezwaniem świętego Jerzego znajduje się słynna mapa Ziemi Świętej w formie mozaiki na posadzce. Pomimo, że nie jest kompletna, warto ją zobaczyć. Jeżeli jednak z jakichś powodów to nam się nie uda, wielkie nieszczęście się nie stanie.

fragment mozaiki w Madabie

Fragment mozaiki w Madabie, przedstawiającej mapę Ziemi Świętej

Synaj (Egipt)

Jeżeli przez Synaj jedziemy wyłącznie tranzytem, to wiele nie zobaczymy, poza żółto-burymi wzgórzami. Ale warto zwrócić uwagę na dwa obiekty tuż przed Tabą (w Tabie jest przejście graniczne z Izraelem) – jadąc w stronę Izraela po prawej stronie:

Dla Pań – wąska zatoka nazwana Fiordem. Ładny widoczek, idealny na pocztówki i samojebki (damskie, of kors). Więc dziubki i telefony do boju!

Dla Panów – kawałek za Fiordem – Wyspa Faraona. Na wyspie znajdował się najbardziej na południe wysunięty zamek krzyżowców o nazwie Ile de Graye. Fortyfikacje, które widzimy obecnie, to współczesna rekonstrukcja mameluckiej budowy, nie mająca nic wspólnego z architekturą krzyżowców. Niemniej, wysepka wygląda urokliwie nawet dla niezaawansowanych zamkowców.

Fiord w pobliżu Taby

Fiord w pobliżu Taby

zamek Ile-de-Graye na Wyspie Faraona

Zamek Ile-de-Graye na Wyspie Faraona

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *