intro

Młode, czy dojrzałe? (1)



Odwieczny dylemat. Oczywiście nie dotyczy on owoców, bo tu sprawa jest oczywista. Miłośnicy niedojrzałych jabłek w najlepszym razie stają się okupantami przerośniętej białej (zazwyczaj i do czasu) muszli.

Chodzi oczywiście o kobiety. A w tym przypadku, podobnie jak w każdym innym dotyczącym kobiet, sprawa nie jest oczywista. I oczywiście próba jego rozwiązania prowadzi do traktowania kobiet maksymalnie przedmiotowo i sprowadza je do postaci kartoników z mlekiem na półce sklepowej i dylematu: wybrać pełnotłuste, czy odtłuszczone. Przedkładając to na wybór kobiet: wybrać kaszalota, czy szkieletora, młodą, czy dojrzałą, brunetkę, czy blondynkę, michę B, czy michę D. Ale wybór to wybór. W sumie co za różnica, czy wybieramy rodzaj mleka, bułek, farby do ścian, patyczków do czyszczenia uszu, czy też kobietę. W końcu wybór mleka lub kobiety może różnić się jedynie stopniem komplikacji. Przy czym nie zawsze wybór kobiety musi być trudniejszy. A i pożytek z kartonu z mlekiem czasami bywa większy.

Życie to nieustanne wybory, więc jeden wybór więcej, czy mniej, nie powinien robić żadnej różnicy. W końcu dziś wybieramy my, a jutro ktoś będzie wybierał nas. Czasami przy wyborze ktoś nam zajrzy w zęby (lub gdzie indziej), czasami nie. Nie zmienia to faktu, że ocenom i wyborom podlegamy w zasadzie codziennie. Oczywiście, o ile jesteśmy na tyle atrakcyjni (z różnych punktów widzenia), aby w ogóle być branymi pod uwagę przy jakimkolwiek wyborze. Co prawda istnieje stare powiedzenie, że każda potwora swojego amatora znajdzie, ale jest grupa osobników płci różnej (do których należę), którzy we wszelkich wyborach są całkowicie pomijani i którzy nawet do eliminacji nie są w stanie się załapać.

Tak więc wybierajmy kobiety, niezależnie od tego co powiedzą na ten temat różne dziwolągi. I nie dopuśćmy do sytuacji, gdy ktoś zrobi to za nas. Nasz wybór – nasze konsekwencje wyboru.

I jeszcze à propos uprzedmiotowienia kobiet. Drogie Panie! W końcu po coś robicie się na bóstwa. Lub przynajmniej próbujecie się zrobić. W końcu te wszystkie warstwy nakładane na twarz, żeby ukryć przebarwienia i pryszcze, sztucznie wydłużane rzęsy, sprytnie zagęstniane włosy, ciuchy na specjalną okazję, szpile zwiększające wzrost, a w których normalnie chodzić się nie da, wyszczuplająca bielizna, żeby sadło się nie wylało – wszystko to robicie właśnie po to, aby ktoś Was wybrał. I proszę bez tekstów, że robicie to dla siebie. Dla siebie to można co najwyżej podłubać w nosie, bo jego zawartości i tak nikt nie widzi. A precyzyjniej rzecz biorąc, nie powinien widzieć, przynajmniej w krajach o jakiej takiej cywilizacji i kulturze. Choć z drugiej strony, kapka wisząca z nosa może być ciekawym elementem ożywiającym babską kreację. Sprostowanie: chyba jednak nie.

Powyższe uwagi nie dotyczą oczywiście wszelkiej maści feministek, które z powodów ideologicznych nie zamierzają pracować nad swoim wyglądem, oferując jedynie swoje „przebogate” wnętrze. W efekcie ich wygląd „sauté” jest równie atrakcyjny, jak wygląd steku przed usmażeniem.
Oczywiście ich oferta kierowana jest do ślepych, głuchych, a w ostateczności do totalnych nieudaczników. Znacie jakiegoś normalnego faceta, który związałby się z feministką? Pewnie, że nie, już choćby z tego powodu, że z chwilą wejścia w taki związek, przymiot normalności jest bezpowrotnie tracony. Na szczęście widząc tabuny samotnych feministek czuję otuchę, że normalność w narodzie jeszcze całkowicie nie zginęła.

A więc dylemat: młode, czy dojrzałe?

Zauważcie, że nie jest to dylemat: młode, czy stare? Takiego dylematu po prostu nie ma. Skamieniałości pozostawmy archeologom, przeżywającym orgazm wielokrotny na widok ułamanej sprzączki od średniowiecznego paska lub nekrofilom, do których zdecydowanie nie należymy i których nie popieramy. Nie bez kozery jest tu uwaga, że znieważenie zwłok jest przestępstwem, zagrożonym karą grzywny, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 (art. 262 § 1 Kodeksu karnego). Oczywiście z punktu widzenia nekrofila, jego namiętność nie prowadzi do żadnego znieważania, ale tego punktu widzenia tzw. milcząca większość nie podziela. Przynajmniej na razie.

Tak więc, jeżeli możemy o kobiecie powiedzieć, że jest stara, to automatycznie wylatuje ona z kręgu jakichkolwiek naszych zainteresowań. Zresztą podobnie jak żona, którą niezależnie od wieku często nazywa się starą. „Winne” paralele, że kobiety są jak wino, i im starsze, tym lepsze, mają na celu wyłącznie uśpienie naszej czujności. Pamiętajmy, że każde, nawet najlepsze wino, może z wiekiem skwaśnieć. I wtedy zostajemy z ręką w … skwaśniałym winie. Bo nawet rozlany tydzień temu do butelek sikacz Beaujloais Nouveau jest lepszy od skwaśniałego Chateau Lafite-Rothschild, nawet z zacnego rocznika.

Przy czym dojrzałość jest raczej stanem ducha niż ciała. Oczywiście zazwyczaj jest tak, że dojrzałe kobiety to kobiety nieco starsze. Ale nie sposób tu ustalić jakiejś kategorii wiekowej, która pozwoli na zaliczenie danego osobnika płci nazwanej piękniejszą do kategorii dojrzałej. Nie ma wyraźnej granicy „smugi cienia”. Dojrzałością mogą wykazać się powszechnie uchodzące za młode osobniki przed trzydziestką. Z drugiej strony za dojrzałe żadną miarą nie mogą zostać uznane brzydkie stare panny (obecnie dla niepoznaki i ukrycia niemożności złapania faceta każące się nazywać singielkami), desperacko próbujące złapać okazję i uszczęśliwić swoją bogatą osobowością jakiegoś frajera.

Jest też druga strona medalu: przypominam, że młodość co prawda jest pociągająca, ale jest granica nieprzekraczalna, nazywana w prawie karnym małoletniością. A kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12 (art. 200 Kodeksu karnego). Tak więc 15 lat to granica, której absolutnie przekraczać nie wolno.

Młode – plusy:

1. Młodość!

Co często przekłada się na urodę (choć nie zawsze, patrz: pkt 1 minusów). Czy trzeba dodawać coś więcej? Nie wgryzamy się w zwiędłe jabłko, tylko w soczysty owoc, a jak wgryzanie pójdzie dobrze, to i sok pocieknie.

2. Świeżość!

Oczywiście nie chodzi o świeżość niedawno ściętego szczypiorka i nie o zapach tegoż, ale o bijącą od młodej kobiety energię i posmak nowości. Coś jak zapach nowego samochodu, którym właśnie wyjechaliśmy z salonu. Oczywiście zapach nowości się ulatnia, a każdy samochód po jakimś czasie staje się starym rzęchem. Cóż, ten sam los czeka także wszystkie kobiety. Co prawda pojawiły się zapachy samochodowe, które mają wydzielać zapach nowego samochodu, ale powiedzmy sobie szczerze: sam zapach samochodu nie odmłodzi, a jego użycia nie można nawet nazwać liftingiem. Podobnie jest z kobietami: cztery warstwy na twarzy, pięć godzin u fryzjera, seksowna bielizna i najbardziej zmysłowy zapach, rocznika jednak nie cofną.

3. Jędrność!

Ha! Przywilejem młodości jest brak obwisów i próba polemiki z prawami Newtona o powszechnym ciążeniu. Powiedzmy sobie szczerze: bez sztucznego wspomagania próba skazana na porażkę, niemniej urocza.

4. Pozbywalność!

Ponoć Rod Stewart powiedział kiedyś, że należy żenić się wyłącznie z pięknymi kobietami, w przeciwnym wypadku nie sposób się ich pozbyć. Ta złota zasada ma zastosowanie także do związków o niższym stopniu sformalizowania. Więc zdecydowanie łatwiej pozbyć się młodych niewiast, gdyż często są ładne. Ponadto nawet jeżeli nie są specjalnie ładne, ale i nie są totalnymi paszczurami z rogami Triceratopsa na czole, to i tak pozbycie się ich nie powinno być specjalnie trudne. Skoro wiek jest młody, to teoretycznie cały czas mają duże szanse na złapanie kolejnego faceta. Stąd też nie mają wielkiej desperacji w utrzymaniu przy sobie faceta, chyba, że nasze konto w banku na Kajmanach zawiera co najmniej osiem cyfr. Oczywiście najgorzej jest z paszczurami. W przypadku, gdy trafi się desperado wiążący się z takim osobnikiem, paszczur wbija w niego swoje żądło jak pszczoła. A że jak powszechnie wiadomo pszczele żądło ma specjalne haczyki uniemożliwiające jego wyciągnięcie, pozbycie się paszczura do prostych nie należy. O długotrwałych skutkach zatrucia jadem nie wspominając.

5. Niepogadalność!

Cecha zaliczająca się zarówno do plusów, jak i minusów. Co tu dużo gadać (nomen omen): jedną z oznak młodości może, ale nie musi być niewielki bagaż doświadczeń. Jeżeli występuje on w połączeniu z niezbyt wielką lotnością obiektu naszego zainteresowania, to powiedzmy sobie szczerze: zbyt wiele z taką osobą nie pogadamy. Czy to wada? No skąd! Przecież nie po to spotykamy się z młodą kobietą, żeby z nią rozmawiać. Więc wykorzystajmy czas, jaki z nią spędzamy, na konkretne działanie, a nie nudne dyskusje na temat efektu cieplarnianego lub wielkości spalania silnika ze sprawnym i niesprawnym zaworem recyrkulacji spalin (EGR). W końcu takimi dyskusjami świata nie zbawimy, a co sobie poużywamy, to nasze. A jeżeli niewiasta jednak zdecyduje się otworzyć usta, wykorzystajmy to tak, aby poza nudną dyskusją był z tego jakiś pożytek. Im mniej słów, tym lepiej.
Poprawka: z dyskusji na temat niesprawnego EGR może być jednak jakaś korzyść.

6. Brak doświadczenia!

Jest to zarówno plus, jak i minus. Skupmy się na plusach. Jeśli dziewczę jest niedoświadczone, to często bywa otwarte na wszelkie nowości, bo nie wie, czego się spodziewać. Czyli zachowuje się jak kot, który łeb musi wszędzie wsadzić, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Z tym, że to nie kot w tym przypadku będzie wsadzał. W efekcie, możemy sobie na wiele pozwolić. Na rzeczy, które byłyby niemożliwie w przypadku dziewoj bardziej doświadczonych, które już ich spróbowały i stwierdziły, że jednak nie. Jeśli dziewczę jest niedoświadczone, to jest spora szansa na zaliczenie eksperymentu, a odmową jego powtórzenia niech się martwi facet, który nastanie po nas.

woman-759688_1280

Młode – minusy:

1. Niedojrzałość

Młodość młodością, ale jeżeli związana jest z niedojrzałością, to może być zgubna (vide miłośnicy niedojrzałych jabłek) lub co najmniej uciążliwa. Młode dziewczę samo nie wie, czy chce, czego chce, z kim chce i kiedy chce. Czyli chce, ale niekoniecznie, zgadza się, ale nie teraz, stawia warunki (zazwyczaj niespełnialne), wycofuje się w ostatniej chwili, strzela fochy i przejmuje się opiniami koleżanek, bystrymi jak woda wiadomo gdzie i rozgarniętymi jak kopalniana hałda. Taka postawa zostaje zresztą niektórym na całe – oby szczęśliwe i długie – życie.

Sprowadzenie takiej osóbki na właściwą drogę i zrobienie z niej człowieka może być procesem trudnym i długotrwałym. Nie każdy ma do tego cierpliwość i ochotę, zwłaszcza, jeżeli inne potencjalne zalety obiektu naszego zainteresowania nie są wcale takie oczywiste. Dlatego warto zastanowić się nad zmianą obiektu zainteresowania na coś nieco bardziej ukształtowanego lub dojrzałego. W końcu nie każdy chce być rzeźbiarzem, mozolnie pracującym dłutem nad dziełem, z którego i tak korzystać będą pewnie inni. Chyba, że materia jest tak oporna, że dzieło ma wszelkie zadatki ku temu, żeby wylądować w galerii sztuki nowoczesnej z podpisem „stara panna”, gdzie nikt na nie nawet nie spojrzy. No bo w końcu nikt normalny do takich galerii nie chodzi. I jedyna korzyść z takiego dzieła sprowadzać się będzie do zbierania kurzu.

2. Brak urody

Młodość i niedojrzałość może mieć także przejaw czysto fizyczny, związany z urodą. Powszechnie uznaje się, że im młodsze kobiety (z zastrzeżeniem nieprzekraczalnych granic – patrz wyżej), tym lepiej, bo są ładniejsze. Nie zawsze jest to prawdą. W końcu w bajce o brzydkim kaczątku jest ziarnko prawdy. Niekiedy ten pączek kobiety potrzebuje więcej czasu, żeby rozwinąć się w piękny kwiat. Dlatego zdarza się, że dopiero wraz z drobnym posunięciem (dwuznaczność zamierzona lub nie) w latach kobieta naprawdę rozkwita i pokazuje pełnię urody. I tylko nasza w tym głowa (i nie tylko), żeby wstrzelić się (dwuznaczny stary oblech) w ten punkt największego rozkwitu. Po jego przekroczeniu może zdarzyć się tak, że atrakcyjność kobiety będzie równie duża, jak zwiędłych tulipanów w wazonie. I jeżeli ktoś nie lubi zbierać opadłych płatków z podłogi lub wymieniać cuchnącej wody z wazonu, powinien wycofać się, póki czas.

3. Niepogadalność

Niepogadalność nie jest żadną wadą w przypadku szybkiego załatwiania sprawy zgodnie ze starą taktyką: wpadł, załatwił temat i wypadł. Przy takim działaniu, nawet na krótką rozmowę niespecjalnie jest czas, a co dopiero na burzliwe dyskusje o przewagach filozofii Kirkegaarda nad Nietzschem lub na odwrót.

Sprawa wygląda dużo gorzej, gdy naszego obiektu zainteresowania nie traktujemy tylko jako możliwości szybkiego załatwienia sprawy lub z przyczyn różnych (z których spadek sprawności fizycznej wskutek naszego hm… posuwania się w latach nie jest najmniej ważny), stajemy przed problemem alternatywnego zapełnienia czasu, jaki spędzamy z młodym obiektem naszego zainteresowania. No i jak ten czas wypełnić? Skoro pogadać nie ma o czym, pozostaje gra w warcaby (szachy będą raczej poza zasięgiem naszej partnerki), składanie origami z chusteczek higienicznych, ewentualnie wyjęcie smartfona i poczatowanie z kimś bardziej pogadalnym.

To trochę jak w porządnym burdelu, w ramach promocji oferującym trzecią godzinę gratis. Taka promocja z wiekiem (naszym) robi się coraz większym wyzwaniem, więc zamiast zajmować się tym, po co do tego przybytku przyszliśmy, próbujemy postawiony nam do dyspozycji czas (a w zasadzie nadmiar czasu) wypełnić rozmową. W takim przypadku, jeżeli z dziewczęciem nie ma o czym gadać, jego młodość przestaje być atutem, a i atrakcyjność zaczyna być ulotna i równie przydatna jak piękno martwej natury ze zdechłą rybą na obrazie w muzeum.

4. Brak doświadczenia – wariant nr 1.

Jest to cecha mająca swoje plusy (omówione wyżej), ale także i minusy. A minusy związane są z własną inicjatywą obiektu naszego zainteresowania i skłonnością do eksperymentów, która często przechodzi w głupotę. Stąd dziewczę młode i niezaawansowane może nie wiedzieć, jak zgubne skutki może powodować np. mieszanie alkoholi. I zaprezentować nam pokazowego pawia z rozłożystym ogonem prosto w sypialni. Lub zaprezentować wspaniały tatuaż przez połowę brzucha ze wspaniałą łacińską premią, np. per aspera ad opel astra. Albo w poszukiwaniu doświadczeń próbować różnych eksperymentów z połową miasta, a wtedy może okazać się, że nasze piłowanie było poprzedzone piłowaniem przez co najmniej połowę Piły (że odwołam się tu do znanego filmu o męskim hormonie). W przypadku skrajnych eksperymentatorek może się okazać, że piłująca przed nami połowa nie była w całości męska, ani nawet ludzka. Marne to pocieszenie, o ile w ogóle jest to pocieszenie.

5. Brak doświadczenia – wariant nr 2.

Sensowne kontakty między ludźmi polegają na zyskiwaniu – w tym zyskiwaniu doświadczeń. Bezsensowne są związki (niezależnie od długości trwania i ich charakteru), na których zyskuje tylko jedna strona – przypomina to raczej związek z wampirem, ewentualnie z pijawką lub tasiemcem (czy uzbrojonym, czy nie, nie ma w tym wypadku wielkiego znaczenia). Tymczasem związek z młódką często sprowadza się do przekazywania doświadczeń wyłącznie na jej rzecz. W zamian co najwyżej uzyskujemy jej – co prawda młodą i gibką (w optymalnym układzie) – ale za to bojaźliwą, strzelającą fochy i kompletnie nieukształtowaną osobę. I pytanie, które należy sobie postawić, brzmi: czy naprawdę jesteśmy zainteresowani, żeby taką amebę ukształtować w coś bardziej sensownego? Niekoniecznie w boginię seksu i porannego śniadania, ale choćby kobietę świadomą swoich możliwości i potrzeb. Czyli wracamy do rzeźbiarskiego dylematu, czy naprawdę chce się nam kształtować tę galaretę z nibynóżkami, z której w najgorszym razie może nie wyjść nawet kisiel, czy lepiej poszukać czegoś lepiej ukształtowanego, czyli dojrzałego.

6. Głupota.

Niektórzy nazywają to czasami brakiem doświadczenia lub naiwnością, ale my nazywamy rzeczy po imieniu. Stary dowcip o blondynce: Co robi facet na blondynce? Rżnie głupa.

Nie zawsze jest aż tak źle, ale głupota bywa przywilejem młodości. Zresztą głupota bywa stanem przejściowym, dlatego aż tak bardzo nie należy się nią przejmować. Jeżeli danym osobnikiem płci drugiej (o innym osobniku w ogóle nie ma mowy) zamierzamy zajmować się krótkodystansowo, nad głupotą możemy przejść do porządku dziennego i skupić się na sprawach bardziej dla nas istotnych. Głupota staje się męcząca przede wszystkim w dłuższej perspektywie czasowej. Jeżeli więc przewidujemy związek długodystansowy, warto trochę nad młodym i głupiutkim osobnikiem płci drugiej popracować. Jeżeli jednak pomimo naszej ciężkiej pracy, osobnik ten pozostaje w stanie rozkosznego głupawego szczebiotu, dajmy sobie spokój. A jeżeli jesteśmy ornitologami lub naprawdę zależy nam na szczebiocie, to zdecydowanie lepiej posłuchać ptaków, które w szczebiotaniu przewyższają każdego człowieka.

Nebelwerfer

Cdn …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *