intro

Młode, czy dojrzałe? (2)



Czas wziąć na tapetę osobniki z wielowarstwową tapetą paszczową. Plusy i minusy dojrzałych pań.

Dojrzałe – plusy:

1. Dojrzałość.

Czyli pewien stan mentalnego ukształtowania, niekoniecznie związanego z wiekiem. Niedojrzałością mogą cechować się nawet ryczące czterdziestki lub pięćdziesiątki, a dojrzałością – pozornie niezaawansowane dwudziestki lub nawet nastolatki. Dojrzałość to element, którego należy szukać w głowie, a nie w mniej lub bardziej obwisłym biuście.

Dojrzała kobieta trochę przeżyła i albo ktoś, albo samo życie, w jakiś sposób ją ukształtowało. Osiągnęła pewien stopień samodzielności i nie ulegania wpływom, z wpływami durnych i zazdrosnych koleżanek na czele (nota bene: posiadanie durnych i zazdrosnych koleżanek wybitnie świadczy o niedojrzałości). Dlatego dojrzała kobieta wie, czego chce, nie strzela fochów i zna powszechnie przyjęty kod postępowania. Czyli jeżeli przyjmuje zaproszenie na późną kolekcję, nie udaje mega zdziwionej naszym zaproszeniem na drinka u nas po kolacji i śniadanie do łóżka. Ona po prostu już pewne rzeczy przeżyła lub zdaje sobie sprawę z ich istnienia. I jeżeli przyjmuje nasze zaproszenie, to jest świadoma, że takie zaproszenie jest oferowane w całym pakiecie.

Mając do czynienia z kobietą dojrzałą, dostajemy więc gotowy produkt, o znanych nam (lub co najmniej możliwych do przewidzenia) parametrach użytkowych i wyglądzie. Nie jest to zestaw „zrób to sam”, który może pięknie wygląda na obrazku, ale o którym nawet nie wiadomo, czy ma wszystkie części, o instrukcji montażu nie wspominając. A skoro tak, to również mniej więcej wiemy, czego się spodziewać, czego się nie spodziewać i co możemy zaoferować, nie spotykając się z mega zdziwieniem adresatki naszej oferty. Przewidywalność pewnych zachowań i sytuacji bywa dużą zaletą.

2. Zadbanie.

Do pewnych rzeczy dochodzi się z wiekiem. Dotyczy to także zadbania. Nie chodzi tu przy tym o umycie zębów, czy uczesanie kudeł, bo to są podstawowe zasady higieny. Jeżeli ktoś ich nie opanował, nie jest nie tylko godzien jakiejkolwiek naszej uwagi, ale nawet miana homo, o sapiens nawet nie wspominając. Co najwyżej nadaje się na prezydenta.

Dojrzałe kobiety zazwyczaj przeszły erę kosmetykowej fascynacji, polegającej na nadużywaniu niewłaściwych kosmetyków. Przeszły także okres (akurat nie o TEN okres chodzi) kosmetykowych eksperymentów, które mają to do siebie, że ich wynik nie jest z góry przewidywalny. Czyli opanowały umiejętność nakładania tego, co trzeba, tam, gdzie trzeba i w ilościach takich, jak trzeba. Wiedzą, że z brązerem i cieniem do powiek przesadzać nie warto, chyba, że zamiarem jest osiągnięcie wyglądu typowej dziwki z magazynu dla panów (bo typowa dziwka może w rzeczywistości wyglądać sto razy lepiej i bardziej elegancko niż tzw. gwiazda na czerwonym dywanie). Wiedzą, jakie kosmetyki są dla nich najlepsze. Jednocześnie dysponują budżetem, pozwalającym na sensowne podkreślenie zalet i sprytne ukrycie wad.

Zadbanie nie dotyczy jednak tylko makijażu, ale również ubioru i fryzury. Dojrzałe kobiety poeksperymentowały trochę w życiu, erę farbowanych na zielono włosów, paszczy schlastanej na solarium, białych kozaczków, czy powyciąganych swetrów, mają już za sobą. Więc potrafią ubrać się naprawdę elegancko. Co prawda niektórzy elegancję mają w genach, ale to raczej rzadkość, więc często trzeba do niej dojrzeć lub dojść metodą prób i błędów, a na to wszystko potrzeba czasu. Więc znacznie większe jest prawdopodobieństwo spotkania eleganckiej kobiety dojrzałej niż młodej. Coś za coś. Zresztą niektóre kobiety sądzą, że młodość przyćmiewa wszystkie inne cechy i skoro są młode, to nie muszą być eleganckie. O święta naiwności! Najgorsze jest to, że takie przekonanie pozostaje tym osobnikom do późnej starości.

3. Dobra konserwacja.

Może także zdarzyć się tak, że kobieta rozkwita dopiero w wieku dojrzałym. Może to być związane z kaprysem natury (która, jak to kobieta, jest nieobliczalna), przejawiającym się w nagłym zaniku pryszczy na paszczy i dupie lub inną egzotyczną metamorfozą. Może jednak być również tak, że rozkwit niewiasty nastąpi nie wskutek naturalnych procesów, ale sztucznego wspomagania. Kobiety próbowały poprawiać naturę od zawsze. Czasami sprawdzało się to do czernienia brwi, czasami do kąpieli w krwi dziewic. Nota bene ta ostatnia metoda jest obecnie nie do powtórzenia i to bynajmniej nie z powodów etycznych.

W dzisiejszych czasach pojawiło się wiele dodatkowych możliwości, nie sprowadzających się tylko do stosowania innowacyjnych kremów na rozstępy, wynalezionych przez naukowców z NASA cudownych balsamów powiększających w pół minuty cycki o jeden rozmiar i wyrywania kudłów rozgrzanym woskiem lub palenia ich laserem. Może to być nawet „warszawska masakra kwasem hialuronowym” (przepraszam za „stołeczne” odchylenie). W skrajnym przypadku, działania Pań często przypominają cofanie licznika przebiegu w samochodzie. W wersji ekstremalnej dochodzi wręcz do prób przebijania numerów nadwozia i silnika.

Niestety, wszystko to kosztuje. Więc jeżeli mało atrakcyjny (no dobrze, powiedzmy szczerze: brzydki) osobnik płci z nazwy piękniejszej nie urodził się w rodzinie milionerów, jakimś cudem nie ucapił bogatego męża lub kochanka albo co najmniej nie dał się bogatemu facetowi przynajmniej raz skutecznie zapylić, to niestety odpowiednie środki na ulepszenie urody musi zdobyć własną praca. Czyli mówiąc prosto: uciułać, co oczywiście może zająć nieco czasu. I dlatego zamiast podrasowanej dwudziechy, możemy mieć tuningowaną trzydziechę. Nie musi to być wada. Ważne, żeby dobrze wyglądało. Zresztą rozejrzyjmy się po ulicach. Ilość chromowanych rur wydechowych wskazuje, że miłośników tuningu u nas nie brakuje. Najważniejsze – jak mawiają samochodziarze – żeby progi nie trzymały się na samym lakierze. W końcu sypiąca się rdza, niezależnie od tego skąd się sypie, nie należy do miłych widoków. Jak coś strzeli w czasie jazdy, to nieszczęście gotowe. Najważniejsze, to nie utknąć w takiej sypiącej się karoserii. A więc ważna jest zdrowa baza, a reszta zależy od zasobności portfela i umiejętności.

W ostateczności warto opanować umiejętność szybkiego zmykania z sypialni przed wschodem słońca: widok obiektu naszych zainteresowań w wersji nie tuningowanej może być przyczyną szoku lub poważnej choroby serca – czyli skutki gorsze niż palenia papierosów, przynajmniej w wersji propagowanej przez Ministra Zdrowia na pudełkach skrywających te zabójcze rureczki. Chyba, że jesteśmy miłośnikami horrorów, z serią o żywych trupach na czele. Wtedy możemy nasz obiekt oglądać nawet w pełnym słońcu. I tu niestety może nastąpić pewne przesunięcie chęci i możliwości, gdyż niektóre stwory (np. wampiry) słońca nie znoszą. Czyli nasza tuningowana osoba, ze wszystkich sił unikać będzie sytuacji, w której moglibyśmy zobaczyć ją bez tuningu, w dodatku w pełnym słońcu. W sytuacji mega skrajnej może nastąpić przesunięcie możliwości i oczekiwań, jak w filmie „Zaklęta w sokoła” („Ladyhawk”) i wtedy z konsumpcji nici.

4. Doświadczenie.

Posunięcie (ehm, ehm) w latach powoduje, że chcąc nie chcąc, dojrzała kobieta nabiera doświadczeń. I jeżeli nie jest totalną dzikuską, stroniącą od świata i ludzi (oglądania w telewizji „M jak masakra”, wbrew pozorom nie da się zaliczyć do zbierania życiowych doświadczeń) lub w linii prostej potomkiem Brontozaura, to jakieś doświadczenia posiadła. W efekcie, faza eksperymentów jest już za danym osobnikiem i dotyczy to nie tylko wspominanych wyżej eksperymentów modowych i kosmetycznych, ale także alkoholowych i dotyczących innych dziedzin życia. Czyli dojrzała laska spróbowała wielu rzeczy, odpowiednio je oceniła i posegregowała (co jest jednym z ulubionych zajęć każdej baby) według kryterium: to lubię, to niekoniecznie, do tego będzie mnie musiał długo namawiać, to jest dla kompletnych idiotek, a tego nigdy więcej. Czyli teoretycznie możemy wiele nie pohasać, chyba, że akurat nasze skłonności trafią do szufladki z napisem „to lubię” u obiektu naszego zainteresowania lub zasobność naszego portfela pozwala maksymalnie skrócić wszelkie namowy. Lub spróbujemy sztucznego wspomagania z maksymalnym upiciem obiektu naszego zainteresowania na czele.

Ale z drugiej strony mniejsza jest szansa na debilne eksperymenty naszej dojrzałej laski, po których zamiast ekscytacji pozostaje zażenowanie. Poza tym przejście fazy eksperymentów, pozwala na doskonalenie tych pasji i umiejętności, które w wyniku eksperymentowania uznane zostały za „warte grzechu.” Czyli mamy szansę trafić może nie na arcymistrzynię (byle nie szachów), ale na kogoś, kto przynajmniej wie, którą stroną młotka wbija się gwoździe.

Choć oczywiście możemy natrafić na osobnika, który eksperymentatorskich ciągot nabierze dopiero w wieku dojrzałym. Wszystko zależy od konkretnego egzemplarza i jego dotychczasowej eksploatacji.

5. Zdecydowanie.

Dojrzała kobieta zazwyczaj wie, czego chce. Może niekoniecznie dotyczy to mody (lepsza żółta szmata udająca kieckę, czy niebieska?), ale jej oczekiwania wobec płci drugiej są już ukształtowane. Prawdopodobieństwo wystąpienia sytuacji „i chciałabym, i boję się” jest więc znacznie niższe niż w przypadku osobnika młodego. Czyli w przypadku osobnika dojrzałego nie mamy do czynienia z wystąpieniem mniej lub bardziej udawanego zaskoczenia, co należy uznać za dużą zaletę, bo wszyscy powinni wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. A mile widzianym zaskoczeniem może być co najwyżej rozmiar, a nie to, co z tym rozmiarem zamierzamy zrobić.

Przejawem zdecydowania jest też świadomość kaskadowości wystąpienia pewnych kwestii, można to też nazwać efektem domina. Skoro kobieta decyduje się przyjąć zaproszenie na kolację, to w przypadku kobiet dojrzałych oznacza to, że zdecydowała się przyjąć także nasze zaproszenie pokolacyjne, które nie dotyczy tylko zaprezentowania naszej kolekcji trofeów myśliwskich, czy kolekcji zdjęć z ostatniego wyjazdu do Kenii. To trochę jak z komunikacją miejską: nie po to wchodzimy do autobusu, żeby w nim posiedzieć, ale żeby dokądś dojechać. W przypadku osobników niedojrzałych nie jest to takie oczywiste i w efekcie możemy zostać zaskoczeni totalnym zaskoczeniem takiego osobnika, a w rezultacie także – odmową. I w ostatecznym rachunku nasza inwestycja w restauracyjny nomen omen rachunek, może okazać się równie trafiona, jak kupowanie akcji spółki, zamierzającej produkować podwiązki do męskich skarpet. Na marginesie: inwestycja w rachunek w knajpie, jest zawsze naszą inwestycją. Nie do pomyślenia jest sytuacja, gdy kobieta płaci za nas lub za siebie. Taki numer możemy zrobić co najwyżej feministce, którą trudno zaliczyć do kobiet.

6. Pogadalność

Jest to bardzo przydatna cecha, która może zostać wykorzystana lub nie. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. To trochę tak, jak w przypadku ESP (Electronic Stability Program – elektroniczny program stabilizacji) w samochodzie: najlepiej jest, gdy nie dojdzie do sytuacji, w której musi on zadziałać, ale warto mieć świadomość, że jest, i w razie wystąpienia trudnej sytuacji, może nam uratować skórę. Pogadalność daje nam komfort psychiczny, że jeżeli podstawowa rzecz, dla której spotykamy się z kobietą, zajmie nam mniej czasu niż planowaliśmy, to jednak czas spędzony wspólnie nie będzie czasem straconym – i to dla obu stron.

Do pogadalności nie zawsze wystarczy sama inteligencja naszego podmiotu lirycznego (lub epickiego, zależy, co kto lubi, dramat należy zdecydowanie wykluczyć). Muszą jej towarzyszyć albo wrodzone predyspozycje (co często sprowadza się do stanu wyszczekanej baby, z reguły nie odpowiadającego nikomu, poza samą szczekającą), albo nabyte z wiekiem doświadczenie. Jeśli laska trochę przeżyła, trochę zobaczyła, trochę poczytała, czymś się interesuje (zainteresowanie najlepszymi szminkami nie jest zainteresowaniem), to jest spora szansa, że będzie z nią o czym pogadać – nawet jeżeli zainteresowania mamy tak totalnie rozbieżne, jak hodowla orchidei i budowa silników pulsacyjnych.

Pogadalność, która generalnie jest ze wszech miar pożądana, ma pewien niebezpieczny haczyk. W sytuacji ekstremalnej może bowiem okazać się, że rozmowa jest ciekawsza niż cała reszta. Taka sytuacja jest jednak zdecydowanie niepożądana i jeśli wystąpi, powinna spowodować zmianę obiektu naszego zainteresowania lub co najmniej jego klasyfikacji. W końcu pogaduszki możemy uprawiać przez Skype’a, z mniejszą stratą czasu i pieniędzy. A skoro już zainwestowaliśmy w jakieś akcje, to oczekujemy twardej, rzeczywistej dywidendy, której nie zastąpią najciekawsze nawet przemowy i złotouste obietnice. To ostatnie powinno być naszym oczekiwaniem nie tylko w relacjach dwupłciowych.

silhouette-147166_1280

Dojrzałe – minusy:

1. Złe ukształtowanie

Kobieta dojrzała to kobieta ukształtowana. Jeżeli ukształtowana została odpowiednio, jest to sytuacja idealna. Niestety, ideały trafiają się dość rzadko. W epoce samojebek strzelanych na cmentarzu, durnych zdjęć z dziubkami (im głupszymi, tym lepiej), czy wrzucanych do netu fotek z tłustym brzuszyskiem z rozstępami i żebraniem o lajki – prawdopodobieństwo odpowiedniego ukształtowania kobiety robi się coraz mniejsze. Z wiekiem takie złe ukształtowanie coraz trudniej zmienić – w przysłowiu o bezsensie przesadzania starych drzew jest coś na rzeczy. A jeżeli tak, to albo zaakceptujemy nasz obiekt zainteresowania takim, jaki jest, albo poszukamy sobie innego. Opcja pośrednia w postaci próby zmiany ukształtowania obiektu naszego zainteresowania może okazać się pracą syzyfową, a czasami nawet syfową. Dlatego warto poważnie się zastanowić, czy warto ją podjąć.

To trochę jak z garncarstwem: dopóki glina jest miękka, można z niej zrobić prawie wszystko – o ile rzecz jasna będziemy mieli na to chęci i odrobinę umiejętności. Ale jak gliniany dzbanek jest już ukształtowany i wypalony, a w przypadku osobników starszych – także oblany emalią dla lepszego efektu, to wiele zrobić się nie da. Trzeba po prostu taki dzban potłuc i wyrzucić, sentymenty chowając do kieszeni. W końcu mało to innych dzbanów lub gliny na świecie?

2. Starsze.

Osoby dojrzałe zazwyczaj są starsze (nie stare – tych w ogóle nie klasyfikujemy). A to powoduje, że o świeżości i jędrności raczej nie ma mowy. Zaczynają się problemy z obwisami, zmarszczkami, cellulitem (postrach prawdziwy!), oponami (nie samochodowymi, niestety), rozstępami i wszelkimi innymi problemami, które radośnie, drogo i całkowicie bezskutecznie zwalcza przemysł kosmetyczny. Pojawiają się halluksy i ostrogi – pół biedy, jeśli na stopach, gorzej, jeśli taka ostroga wyrośnie na czole. Rozchwiane hormony powodują nie tylko huśtawkę nastrojów, jak w damskiej wersji dr Jekylla i Mr Hyde’a, ale także odkładanie sadła, z którym poradzi sobie (a i to na krótko) tylko dobrze wykonana liposukcja. Oczywiście, przy odpowiednim zadbaniu i konserwacji, te negatywne efekty można spowolnić lub zamaskować, ale żeby się zupełnie odmłodzić, nie pomoże nawet pełne konto króla Arabii Saudyjskiej.

Więc ponownie musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy kręcą nas takie problematyczne osoby, i czy nie smaczniejsze jest młodziutkie jabłuszko, na etapie zanim zaczną toczyć je robaki.

3. Trudniejsza pozbywalność.

Kobieta dojrzała, w stanie mniej lub bardziej wolnym, jest świadoma upływającego czasu. A więc także świadoma, że z każdym dniem staje się coraz mniej atrakcyjna. W rezultacie, coraz trudniej będzie jej następnego faceta złapać. Czyli jak już nas złapie, to trudniej będzie się jej pozbyć, drogi Watsonie. Malejąca atrakcyjność, przekładająca się na coraz niższe prawdopodobieństwo nawiązania poważnej relacji damsko – męskiej, powoduje zwiększoną desperację w utrzymaniu tego, co już jest – czyli nas. Może to powodować sporo kłopotów, z których darcie kudeł przez dwie baby może być najmniej dolegliwe. Oczywiście, najgorzej jest z dojrzałymi kobietami samotnymi, dla których jesteśmy jedynym wyborem. W tym przypadku możemy wpaść jak w beczkę pełną smoły (w której po śmierci za skoki w bok i tak pewnie wylądujemy), z której wydostać się nie sposób. Kobiety związkowe (pozostające w tzw. związku, byle nie zawodowym) są pod tym względem zdecydowanie mniej kłopotliwe, gdyż mają alternatywę w postaci pozostania w tym właśnie związku. A że związek może być związkiem zgody, rządu (lub nie) albo przynależności, więc i opcji mają nieco więcej, i jakieś miękkie lądowanie jest możliwe.

4. Słaba konserwacja.

Cóż, kobiety są jak samochody i wymagają starannej konserwacji, zwłaszcza te dojrzałe. Wiadomo, że im starszy samochód, tym więcej potrzebuje troski – nie tylko, żeby był na chodzie, ale i ładnie wyglądał. Przy czym o ile w przeciętnym samochodzie wystarczające jest mycie, woskowanie, odkurzenie i od czasu do czasu przegląd, połączony z wymianą płynów eksploatacyjnych, to w przypadku babskiej konserwacji zakres niezbędnych czynności i ich częstotliwość przyprawia o zawrót głowy. Mycie kilka razy dziennie, kilka lub kilkanaście razy dziennie dokonywane przeglądy, z taką samą częstotliwością dokonywane nakładanie warstw na okolice paszczowe i z niewiele mniejszą na resztę cielska – czasami bywa niezbędną normą, a nie jednorazowym wyskokiem. Żaden prawdziwy facet do czegoś takiego nawet nie próbowałby podjeść, ale u bab stopień determinacji jest znacznie większy. Rzecz w tym, że nie wszystkie kobiety są w stanie to wytrzymać i często konserwację całkowicie zaniedbują – nie tylko o opisanej wyżej intensywności, ale nawet taką na poziomie podstawowym, z jedną warstwą na paszczy. Z kolei inne uważają, że konserwować się nie należy, gdyż albo są mega piękne nawet z rozstępami na tłustej dupie i przebarwieniami na policzkach, albo uważają, że konserwują się wyłącznie tzw. pustaki. Pytanie, kto jest pustakiem, i czy dbanie o siebie jest przejawem głupoty, pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu z nas. Na marginesie tylko należy zauważyć, że pustak nie jest elementem, do którego należy mocować jakiekolwiek cięższe elementy konstrukcyjne – o czym wie każdy budowlaniec. Kotwienie czegokolwiek cięższego w pustaku świadczy o totalnym braku wyobraźni. W związku z tym po raz kolejny należy się zastanowić, czy z pustakiem warto wdawać się w jakikolwiek „cięższy” i poważniejszy związek.

Oczywiście efektem słabej konserwacji lub jej braku bywają brzydkie kobiety, które przy zachowaniu pewnych nawet minimalnych standardów i odrobinie wysiłku mogłyby być nieco ładniejsze (lub mniej brzydkie, jak kto woli). Przy czym słaba konserwacja to nie tylko jej brak, ale także konserwacja niewłaściwa lub nadmierna. Trudno za atrakcyjną uznać kobietę z dziesięcioma warstwami różnych żrących substancji na twarzy, zapominającej o starej zasadzie solidnych malarzy pokojowych: zanim zaczniesz na nowo malować, zeskrob najpierw starą farbę. Albo prezentującej super wary (dla ułatwienia dodam, że w tym przypadku chodzi o usta) jak po ukąszeniu przez królową pszczół, dodatkowo podkreślone walącą po oczach szminką w kolorze …… strażackim. Lub oczami wymalowanymi jak na którymś z obrazów Picassa. Ewentualnie z różem na policzkach jak z dziecięcego obrazka, przedstawiającego osobę na 30-stopniowym mrozie.

I co w taki razie mamy robić? Namawiać albo uczyć? Namawianie kobiety do czegokolwiek bywa czynnością żmudną i często z góry skazaną na porażkę. I nie tylko w kwestii seksu oralnego. Z kolei z uczeniem może być różnie, bo facetom zdecydowanie lepiej znane są tajniki konserwacji samochodów niż kobiet. A u faceta doskonale znającego tricki z używaniem zalotki, może jednak być coś nie tak z męskością. Więc co nam pozostanie? Przenieść się na inny kwiatek. No chyba, że akurat wylądowaliśmy na bezludnej wyspie, na której liczba kobiet wynosi sztuk jeden. Wtedy wybrzydzać po prostu nie wypada.

5. Nawet konserwacja nie pomoże.

Ponownie trzeba porównać kobiety do samochodów: tak jak samochody, kobiety z wiekiem mogą mieć spore luzy, których nie naprawi najlepszy mechanik. I na tłok luźno chodzący w cylindrze żadnej rady nie ma. Istnieją wady, które przez prawników i nie tylko, nazywane są nieusuwalnymi. Przy czym nieusuwalność może polegać albo na faktycznej niemożności ich usunięcia (wredna baba zawsze taką pozostanie, a w przypadku wad fizycznych, zapewne niemożliwa do naprawienia jest końska szczęka), albo na zbyt wielkich kosztach lub trudnościach związanych z ich usunięciem. Oczywiście wady te albo pojawiają się z wiekiem, albo z wiekiem ulegają pogłębieniu. Teoretycznie można popracować nad kobietą piękną jak listopadowa noc z gradobiciem, której czoło przypomina pole bitwy pod Verdun, szyja ma ślady jak po czterdziestu próbach samobójstwa przez powieszenie, a okolice oczu wyglądają, jakby podeptała je cała kurza ferma swoimi kurzymi łapkami. Tylko pytanie brzmi: ile będzie to kosztowało i jak długo będzie trwało. O braku gwarancji nawet połowicznego sukcesu nawet nie wspominam. Sprawa jest prostsza w przypadku kosmitów, potrafiących naciągnąć skórę, jak w pierwszej części „Facetów w czerni”, ale z kosmitami jest duży kłopot: niby wielu twierdzi, że ich spotkało, ale jak przychodzi co do czego, to wychodzi wielkie nic.

Czyli w przypadku, gdy standardowe metody konserwacji nie pomagają (nawet stosowane długotrwale i intensywnie), czas przefrunąć na inny, bardziej powabny kwiatuszek.

6. Eksperymenty często mają za sobą

Druga strona medalu związanego z eksperymentowaniem. Dojrzałe kobiety zazwyczaj wielu rzeczy spróbowały i wiedzą, co im odpowiada, a czego nie chcą powtarzać. Tymczasem zaletą eksperymentów jest posmak nowości i nieprzewidywalność. W przypadku kobiet dojrzałych, brak skłonności do eksperymentowania może nas tych dwóch istotnych elementów pozbawić. Wiedzą, na co na pewno się nie zgodzą, i trwają w tej decyzji wytrwale i niezłomnie jak linia Maginota. I nie zawsze mamy czas lub ochotę, żeby szukać szansy na obejście tej linii i szukanie sukcesu w ataku z flanki, jak Niemcy w 1940 r. przez Belgię. Wszystko zależy od stopnia szczelności tych umocnień i naszej determinacji. O ile w ogóle jest to możliwe.

Brak skłonności eksperymentatorskich w prostej linii może prowadzić do nudy, a nuda w relacjach damsko – męskich jest znacznie gorsza od nudy związanej z wysłuchiwaniem transmisji obrad Sejmu (o ile ktoś jest na tyle zdesperowany, żeby ją oglądać).

Podsumowanie

Kobieta jest jak samochód – wszystko zależy od konkretnego egzemplarza. Nawet często przeklinany za awaryjność model Alfy Romeo może okazać się wyjątkowo solidny. I w drugą stronę: nawet uchodzący za mega solidny model Mercedesa może psuć się na potęgę. Wszystko jest kwestią szczęścia, któremu odrobinę powinniśmy pomóc.

Nebelwerfer

Aktualizacja z 12.11.2015 r.: właśnie się dowiedziałem, że nawet końska szczęka przestaje być problemem dla chirurga. Wystarczy ją połamać i z połamanych kawałków zrobić dzieło sztuki. Biedne konie.

Komentarze

5 komentarzy do “Młode, czy dojrzałe? (2)”
  1. wysokieobcasy says:

    Aż chciałoby się powiedzieć „taaaaa…”

    1. Nebelwerfer Nebelwerfer says:

      Cokolwiek to „taaaa …” by nie znaczyło 😉

  2. kasta says:

    Trudno jest, przy logiczno-rozsądkowym podejściu , odnaleźć uczucie wyższe…
    Dlatego pozostanie ono, dla osób szukających finansowo- seksualnej stabilizacji, czymś nieosiągalnym… I dotyczy to osobników obu płci…

  3. Olfaktoria says:

    Początkowo byłam przekonana, że zaliczam się do młodych. Niestety – druga część tekstu uświadomiła mi, że jednak nie. Tuningowana czydziecha po warszawskiej masakrze kwasem hialurownowym – oto mój autoportret 😉

    1. Nebelwerfer Nebelwerfer says:

      Proponuję zastosowanie głupawego szczebiotu. W sposób niezawodny zneutralizuje działanie każdego kwasu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *