intro

Niech żyją blachary!



Blachara. Słowo od jakiegoś czasu modne i będące dowodem na to, że polszczyzna jednak się rozwija. Nawet w kwestii wulgaryzmów i przekleństw, gdzie niepokonane królują kurwa w sojuszu z cholerą. Bo „blachara” nie należy do komplementów.

Blachara to osoba płci żeńskiej, której imponują blachy w postaci samochodu. Imponują na tyle, że blachara na właściciela lub posiadacza tego samochodu patrzy łaskawie, co kończy się zazwyczaj dłuższą lub krótszą (szybki numerek na tylnym siedzeniu) znajomością. Oczywiście blachary występują w najróżniejszych odmianach. Dla jednych pociągające są blachy o zgrabnym kształcie pojazdu produkcji Bayerische Motoren Werke (pospolicie nazywanego BMW) – niezależnie do modelu i rocznika. Bardziej wyrafinowane nie schodzą niżej Lamborghini Diablo lub McLarena P1. Ale zdarzają się też egzemplarze, którym imponuje każda blacha, nawet z delikatnymi śladami perforacji (czyli odrzucając sztuczki speców od marketingu: z dziurami).

Ważne jest, że nie każdą miłośniczkę samochodów (i ich właścicieli) nazywa się blacharą. Odpadają tu wszelkie piękności z zajęczymi wargami, zapryszczałe ludziki Michelina, czy dumne i naturalne posiadaczki złamanych nosów, pozbawione jednak cycków. Takie osobniki blacharami nie zostaną nazwane nigdy, nawet jeśli o trzeciej nad ranem potrafią powiedzieć, ile cylindrów ma silnik Bugatti EB 110, albo wyjaśnić różnicę między silnikiem górno- a dolnozaworowym.

Blachara bowiem musi być młoda i ładna, a przynajmniej dobrze zrobiona. I z tym zrobieniem często jest problem, bo oczywiście większość zawistnych bab określa blacharę także jako sztucznielca lub plastik fantastik. Czyli oczywiście zrobione wargi, cycki i opalenizna są be. Tak jakby piękne mogły być tylko obwisłe cycki i chorobliwa bladość skóry.

Czyli blachara jest: młoda, zrobiona i wybiera posiadaczy lub właścicieli atrakcyjnych (w jej mniemaniu) samochodów.

Czy to źle? No skąd! Chyba tylko w oczach bab, nie mających szansy na taki wygląd, jaki ma przeciętna blachara, wyruszająca na łowy.

Blachara jest młoda, więc naturalnym jest, że szuka partnera. Żeby zwiększyć swoje szanse, „robi się”, najlepiej jak umie. Ale kobiety „robiły się” zawsze. Makijaż jest znany od starożytności. A w czasach naszych dzisiejszych, doszły nie tylko całe pakiety zabiegów upiększających, ale także możliwości stałego poprawienia tego, co sknociła natura. Trudno się dziwić, że z tego się korzysta.

A wybór partnera? Samochód jest przejawem statusu materialnego. Tak jak np. dom. Tylko że z domem trudno się obnosić (noszenie zdjęć naszej chałupy na plecach wyglądałoby cokolwiek głupio), więc zdecydowanie łatwiej na pierwszy rzut oka ocenić status materialny po samochodzie. Taka ocena może być totalnym pudłem (gnojek samochód pożyczył, ukradł lub wyżebrał od starego), ale nie musi. Każda ocena i każdy wybór łączy się z ryzykiem, więc dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej?
Oczywiście, zaraz pojawi się chór wychowanych na poezji romantycznej kujonów, że tylko dziwka leci na kasę. Problem polega na tym, że poetyckimi westchnieniami i bogatym wnętrzem nie utrzyma się rodziny, a znajomość dzieł Kierkegaarda nie zawsze pozwoli na zakup obiadu.
Dlaczego więc potępia się blachary, które szukają facetów finansowo stabilnych, przyjmując takie, a nie inne kryteria statusu majątkowego?

Jeżeli blachara jest dziwką, bo dała się przelecieć posiadaczowi wypasionej fury, to jak nazwać laskę, zaliczoną już na pierwszej randce przez niedomytego osobnika, którego jedyny kontakt z „furą” ograniczył się do obsługi roztrząsacza obornika na polu? A i tak była to fura pożyczona.

Problem z blacharami polega na tym, że:
a) oficjalnie 99% kobiet uważa, że urodowo są to sztuczne koszmarki,
b) nieoficjalnie co najmniej 80% kobiet marzy, żeby wyglądać jak one, a co najmniej nie miałoby nic przeciwko temu, żeby tak wyglądać. Niestety, z wielu powodów nie jest to możliwe.

Najczęstsze z tych powodów to:
1. lenistwo – po co się malować? Szkoda czasu. Lepiej ten czas poświęcić na pudla (internetowego) lub obmawianie laski na tyle głupiej, że chciało jej się ukryć przebarwienia pod makijażem,
2. niechlujstwo – no i co z tego, że nie wyregulowałam brwi? Naturalne jest piękne.
Cóż, naturalny jest też przeżarty przez korniki pień drzewa. Tylko czy jest piękny?
3. przekonanie o własnej wyższości – jestem bogata wewnętrznie i czekam na kogoś, kto to odkryje. Tylko taka osoba na mnie zasługuje.
Niestety, często takie odkrywanie przypomina penetrowanie wysypiska śmieci w nadziei na znalezienie walizki z milionem dolarów. Ochotników do tego jakoś wielu nie widzę.
4. brak pieniędzy – inwestowanie w siebie potrafi dużo kosztować. Mniej lub bardziej cudowne kremy, podkłady, masakry, fluidy, pomadki, perfumy, ciuchy, buty, biżuteria, dodatki – niestety, to kosztuje. Tak samo jak kosztują najbardziej podstawowe zabiegi kosmetyczne, jak choćby piłowanie i lakierowanie szponów. Nie wspominam nawet o ogromnym obszarze chirurgii estetycznej. W wersji saute dobra jest może ryba z grilla, a i to nie zawsze.
5. natura – bywają przypadki, że w obliczu bezlitosnej natury, nawet najbardziej zręczny i najdroższy chirurg jest bezradny. Kto nie wierzy, niech obejrzy aktualne zdjęcia Meg Ryan.

Z drugiej strony problem na blacharami polega na tym, że:
a) oficjalnie 95% facetów uważa, że urodowo są to sztuczne koszmarki, przy czym w obecności kobiet ten procent jeszcze bardziej rośnie,
b) nieoficjalnie, w zasadzie każdy facet obdarzyłby blacharę bardzo popularnym ostatnio komplementem: ruchałbym.

Nebelwerfer

Komentarze

2 komentarze do “Niech żyją blachary!”
  1. kasta says:

    A bryka na zdjęciu, całkiem niezła… 🙂

  2. kasta says:

    Ha, ha, ha…a jak nazwać faceta, który leci na blacharę?
    Lub na odwrót… 🙂
    Jak nazwać takiego, który szuka ,,mamki,, na dalszą drogę życia /inaczej niż maminsynek/…i patrzy np. na portfel ?
    Ale różne są układy międzyludzkie…j
    Tym bardziej, że…. Życie to nie tylko… rozmowa…. o… życiu – ale głównie wymagania chwili obecnej…związane m.in. z papusianiem i zabezpieczeniem podstaw życiowych. I z tych wymagań dnia codziennego trzeba się po prostu wywiązać…więc kwestię środków płatniczych w relacjach komunikacyjno-samochodowo-autoniemobilnych,, trudno pominąć…

    Bycie mniej lub bardziej ,,zrobionym,, na coś/kogoś pod wpływem różnych trendów /zdrowych i niezdrowych/ lub wcale – daje pewien obraz człowieka, a czy akceptujemy to w partnerze czy nie i w jakim stopniu – to kwestia indywidualna. I dotyczy to obu płci. 🙂
    Pocieszająco rzecz ujmując … Brak własnego stylu – też jest jakiś stylem…
    *
    Przeszłam kiedyś kosmetyczno-farbiarsko-makijażowy etap poprawiania /nie tylko swojej/ powłoki zewnętrznej,, i przyznam się, że zdecydowanie wolę być ,,ruchana,, przez wiekową Naturę.. /finanse nie mają z tym nic wspólnego/. Po prostu tak mi pasuje…do wnętrza /na tym etapie życia/…a w związku z tym i otoczeniu, hi, hi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *