intro

Ósma boleść „intelektualisty”



Wakacje, szczyt upałów i apogeum epidemii pozostawianych w pełnych słońcu samochodów z żywą (do czasu) zawartością w postaci zwierząt i dzieci. TVN 24, sobota rano, program „Drugie śniadanie mistrzów”. Wśród gości m.in. profesor Bralczyk, którego wtedy jeszcze ceniłem. Jeszcze przed falą, czy raczej potopem imigrantów, nazywanych przez niektórych – nie wiedzieć dlaczego – „uchodźcami”. A w zasadzie wiadomo doskonale dlaczego: gdyż wojny toczą się także w sferze języka i odbiór „uchodźcy” jest zdecydowanie bardziej pozytywny niż „imigranta”. Potopu jeszcze wtedy nie było, ale strumyk imigrantów już zaczął do Europy ciurkać.

Dwa tematy programu: dzieci pozostawiane w nagrzanych samochodach i imigranci.

Pojawia się wątek niepotrzebnej (jak się poniewczasie okazało) interwencji człowieka, który rozbił szybę w samochodzie, w którym płakało pozostawione dziecko.
Pan prof. Bralczyk ze śmiechem rzuca w sposób oczywisty słuszną uwagę, że dzieci płaczą z różnych powodów, czasem dla żartu, czasem żeby coś wymusić, a czasem w ogóle bez powodu. Więc o co cała ta afera z tymi dziećmi. Jak chcą płakać, to niech sobie płaczą.

Trwa też dyskusja o imigrantach napływających do Europy. Tu już nie ma mowy o śmiechu, a i dyskusja przypomina zgodny monolog. Marsowe miny i wygłaszane wyświechtane frazesy o konieczności niesienia pomocy i solidarności.

Tyle tytułem wstępu.

A teraz krótka refleksja na temat tzw. „intelektualisty” i ósmej boleści jego.

„Intelektualista” uważa się oczywiście za wyższy gatunek człowiek – o wyższych standardach wszelakich niż przeciętna, szara, głupia ludzka masa. Jego przewaga nad innymi dotyczy zwłaszcza wiedzy na temat tego, co należy, a czego nie należy robić. „Intelektualista” jest oczywiście bojownikiem wolności słowa, ale nie daj Boże korzystając z tej wolności napisać np. że feministki to kretynki. O, nie! Wolność słowa jest najwyższą wartością, ale tylko pod warunkiem, że jest zgodna z poglądami „intelektualisty” na temat tego, co wolno mówić. A tylko on wie, co i jak należy robić. Czyli jest prawdziwą realizacją snu o übermenschu. Jednakże z jednym istotnym zastrzeżeniem.

Górnolotność, odwoływanie się do „wyższych” wartości i narzucenie ich innym następuje wtedy, gdy nie dotyczy to bezpośrednio naszego bohatera, uważającego się za intelektualistę. Bo potrafi on tylko mówić, grzmieć i pouczać innych. Już z działaniem jest dużo gorzej, a w zasadzie nie ma go wcale. Bo musimy to lub tamto. Bo musimy przyjąć tzw. imigrantów – a łatwo to mówić, kiedy musimy wszyscy, a nie konkretnie nasz „intelektualista”. „Intelektualista” uwielbia pierwszą osobę liczby mnogiej. Znacznie gorzej jest z pierwszą osobą liczby pojedynczej. W zasadzie stosuje ją wyłącznie w słowie „uważam”, całkowicie wykluczając jej zastosowanie do słów „powinienem” lub „muszę”. Jakoś nie słyszałem, by p. Monika Olejnik, bijąca brawo papieżowi za słowa o przyjmowaniu rodzin imigrantów w każdej parafii, zgłosiła się do swojego proboszcza (ciekawe, czy w ogóle wie, kto nim jest) i zadeklarowała przyjęcie pod swój dach jednej rodziny. Lub przynajmniej wstrzymała na chwilę powiększanie swojej słynnej kolekcji butów w szczytnym celu wsparcia potrzebujących. Oczywiście, że nie. Bo „intelektualista” niczego nie musi – to wszyscy inni muszą robić to, co im łaskawie nakaże.

Dlatego ósmą boleścią „intelektualisty” jest dziecko zamknięte w nagrzanym samochodzie. Dlaczego? Dlatego, że taka sytuacja może spotkać każdego, w tym naszego „intelektualistę”, i może spowodować konieczność działania. A „intelektualista” nie jest od działania, tylko od mówienia, co należy robić. Dlatego najłatwiej takie dziecko wyśmiać, żeby uniknąć konieczności robienia czegokolwiek i zniżania się do poziomu pomocy i rozwiązywania problemów. Ósmą boleść „intelektualisty” można też nazwać bólem dupy. Wszak bolesna dupa uniemożliwia (a w każdym razie utrudnia) pełne zadowolenia siedzenie i wygłaszanie pouczeń pełnych górnolotnych mądrości.

A może weźmy błyskotliwe profesorskie stwierdzenie, że dzieci płaczą z byle powodu i zastosujmy je do imigrantów? Może podróżują oni do Europy, żeby poznać świat, albo ot tak, bez powodu? Żeby pierwszy raz w życiu popłynąć łodzią, poznać sprawność włoskiej Straży Przybrzeżnej lub przekonać się, jak wygląda śnieg, który w Syrii jest rzadkością (choć widziałem zdjęcia zasypanego śniegiem Damaszku)?

„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać.”

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *