intro

Piosenki, które zabijają



Powiedzmy sobie szczerze: nie ma takich piosenek. Chodzi o piosenki, kojarzące się z pechem lub nieszczęściem. Ale ten tytuł zapewne przyciągnął znacznie więcej osób. W końcu nie od dziś wiadomo, że nic tak ludzi nie interesuje, jak dwa fizjologiczne płyny, nazywane krwią i spermą. Więc sugestia krwi w tytule jest całkiem uzasadniona. Z drugiej strony tytuł: „Piosenki, które Cię przelecą” lub „Piosenki, które zrobią Ci loda”, brzmiałby chyba zbyt niewiarygodnie, żeby przyciągnąć kogokolwiek, w tym zdecydowanych zwolenników drugiej opcji. Pozostała więc krew.

Ale do rzeczy. Zapewne każdy ma takie piosenki, które kojarzą mu się na tyle źle, że zaczyna uważać, że przynoszą mu pecha. Do takiego wniosku można dojść zazwyczaj dwojako:

1. Spotyka nas coś niemiłego i gdzieś w tle, wcześniej, czy później, ale w nieodległym czasie, pojawia się piosenka. Od tego czasu jednoznacznie kojarzy się z nieszczęściem i uważana jest za przynoszącą pecha. Znany jest mi przypadek osoby, która od czasu śmierci męża nie wzięła do ust schabowego – tylko dlatego, że w dniu śmierci jadła go na obiad. Mechanizm jest dokładnie ten sam. Pewnie psychologowie jakoś to mądrze nazywają, ja nawet nie spróbuję.

2. Spotyka nas coś niemiłego i świadomie próbujemy zminimalizować straty z tym związane właśnie taką piosenką. „Leczymy się” muzyką. Zazwyczaj są to jakieś rzewne i ponure melodie, bo w końcu puszczanie w nieszczęściu „Cotton Eye Joe” Rednex byłoby mocno nie na miejscu. Jeżeli minimalizowanie strat okaże się nieudane, do piosenki przyszywamy łatkę nieszczęśliwej i pechowej.

Ja także mam takie piosenki.

Kiedyś w czasie jazdy samochodem puściłem sobie płytę Bel Canto „Shimmering, Warm and Bright”. Zespół z Norwegii (sic!), ale ta ich płyta oraz wcześniejsza „Birds of Passage” to majstersztyki. Chwila zagapienia w czasie utworu tytułowego i bęc! Stłuczka gotowa. Na szczęście skończyło się na poharatanym zderzaku. Ale od tego czasu miałem obawy przed słuchaniem tej płyty w czasie jazdy. Żeby nie wywoływać stłuczki z lasu. Na szczęście przemogłem się i okazało się, że nie taki diabeł straszny i dalszych dzwonów nie było. To jest przykład sytuacji numer jeden.

Sytuacja numer dwa to m.in. rozstanie z dziewczyną ze szparą między zębami. Tak, wiem, że jest to diastema, no i co z tego? Szpara to szpara. I nawet ze szparą urody była ponadprzeciętnej (nie pochlebiam sobie, tylko obiektywnie stwierdzam subiektywne odczucie), a sama szpara (ta między zębami, oczywiście) dodawała jej uroku. Przeżyłem to na tyle mocno, że postanowiłem się uleczyć stosownie dostojną i dołującą muzyką. Padło na „Ummagummę” Pink Floyd. No i bęc (nawiasem mówiąc, dwukrotne użycie słowa bęc w niezbyt szczęśliwych sytuacjach, może wskazywać, że to słowo przynosi pecha). Kawałek „Set The Controls For The Heart Of The Sun” z tej płyty bardzo długo kojarzył mi się z nieszczęściami miłosnymi. Na szczęście (w nieszczęściu) Floydzi nigdy nie byli w czołówce zespołów, których słuchałem, więc i „Serce słońca” jakoś wyblakło i straciło swoją pechową siłę. Ale długi czas nie słuchałem tego właśnie z obawy, aby znowu jakaś szpara mnie nie „kopła”. Analogicznie było w przypadku „All I Want” kapeli Rollins Band (ktoś ją jeszcze pamięta?). Miłosna skarga w połączeniu z mocną hardcorową muzyką (chodzi oczywiście o gatunek muzyczny, nie o pornola) miała łagodzić miłosny zawód. Niczego oczywiście nie załagodziła, a piosenka wydała mi się synonimem nieszczęścia. Na szczęście to już historia. A tak w ogóle z perspektywy czasu tekst tej piosenki wydaje mi się strasznie naiwny, za to muzyka jest nadal ekstra:
“All I want is world I think I found
When I look in to your eyes
All I know is that I am tired of the world around me
Please please please don’t ignore me”

Co jak co, ale ignorowanie wszystkich eks-, przychodzi kobietom z zadziwiającą łatwością.

Oczywiście obie opisane wyżej sytuacje, kiedy uznajemy piosenki za pechowe i przynoszące nieszczęście, są bzdurą i autosugestią. Na pewno. Na pewno?
Hmm…..

Otóż jest pewna piosenka, której słuchać autentycznie się boję. Cały czas. Od lat. Odczarować się tego nie dało. I zawsze, kiedy jej słuchałem, tego samego dnia pojawiała się albo megaawantura, albo coś wybitnie niemiłego. Ta piosenka jest dla mnie autentycznie przeklęta, jak kaseta z filmem z horroru „Ring”. Nawet dziś, kiedy wygrzebałem płytę, na której jest ta piosenka, nawalił mi samochód. I to pomimo tego, że nawet nie zdążyłem (choć miałem taki zamiar) włożyć płyty do odtwarzacza! Coś jest na rzeczy. Piękna i smutna, ale ściąga nieszczęścia jak Jonasz. Boję się o tym pisać. Depeche Mode „Sister of Night”.

„Sister of night
When the longing returns
Giving voice to the flame
Calling you through flesh that burns
Breaking down your will
To move in for the kill”

Jeśli to będzie mój ostatni tekst, wiadomo, kto będzie winny.

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *