intro

Powiększanie biustu – plusy i minusy



Powiększyć biust, czy nie – dylemat każdej kobiety. Połączony oczywiście z roztrząsaniem, wad i zalet (lub zad i walet) takiego powiększenia. I oczywiście, jak to u kobiet: i chciałabym, i boję się. I oczywiście biust nazywany jest raczej cyckami, bo literacką polszczyzną mało kto opisuje swoje dylematy

Facetów, rzecz jasna, przy rozważaniu dylematów dotyczących powiększenia własnego biustu, pomijamy. Choć zdarzają się napaleńcy, którzy chcą mieć biust kulturysty bez godzin spędzonych na siłowni. Albo marzący o biuście Jennifer Connely z „Nieugiętych”. Ale pomińmy ekstrema, a skupmy się na większości.

Przed dylematem, dotyczącym powiększania biustu, wcześniej, czy później, staje każda kobieta.
Oczywiście do grona prawdziwych kobiet nie sposób zaliczyć osobników, których akt urodzenia co prawda zawiera adnotację o płci żeńskiej, ale które wyznają ideologię (czy jak to tam zwał) feminizmu. Czyli uważających, że eksponowanie przez kobietę cech kobiecych uwłacza kobiecie. Najlepszą rzeczą, jaką można zrobić w ich przypadku, to spuścić zasłonę milczenia na takie durnoty, a poniższe rozważania poświęcić wyłącznie kobietom prawdziwym.

Istnieje grupa kobiet o piersiach tak fantastycznych, że teoretycznie powiększanie ich nie ma sensu, jednakże jest to niewielka ilość populacji, zasługująca na podziw w naturze, a nie rozważania, czy warto poprawiać doskonałość. Dlatego ich przypadek nie wpływa na poniższe rozważania.

Może za wiele na tym zdjęciu nie widać, ale jeżeli nie występuje tu podubraniowe oszustowo, to widać, że jest dobrze.

Może za wiele na tym zdjęciu nie widać, ale jeżeli nie występuje tu podubraniowe oszustowo, to widać, że jest dobrze.

Przed podjęciem decyzji „powiększającej”, każda kobieta powinna odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

Czy powiększyć, po co powiększyć i czy warto ryzykować?

Czy powiększać?

Pytanie retoryczne. Pewnie, że tak! Kobiety zostały tak skonstruowane, że biust jest jednym z ważniejszych elementów decydujących o atrakcyjności. Oczywiście zawsze znajdą się amatorzy kobiet w wersji „reversible”, u których łatwo pomylić plecy z klatką piersiową. Ale z pewnych rzeczy albo się wyrasta, tak jak z uroków spania pod namiotem, albo pozostaje się w niszowym i w sumie niegroźnym klubie wielbicieli puszek po piwie. Faceci „w masie” wyznają jednak zasadę, że im więcej w biuście, tym lepiej, i że w zakresie wielkości tzw. miseczki, bezsensowne jest zatrzymywanie się na pierwszej literze alfabetu.

Zresztą w kwestii rozmiaru biustu, kobiety oszukiwały zawsze, i zawsze próbowały ten rozmiar zawyżać.

Jak widać niektórzy chcieliby mieć więcej, niż mają. Ale większymi rozmiarami miseczki biustu się nie powiększy.

Jak widać niektórzy chcieliby mieć więcej, niż mają. Ale większymi rozmiarami miseczki, biustu się nie powiększy.

Za powiększaniem przemawia zwłaszcza to, że jest to zabieg coraz bardziej powszechny, a więc wyszedł z fazy prowadzenia eksperymentów. Ku radości wszelkiej maści ekologów nie były to eksperymenty na zwierzętach, lecz na żywych (w większości), damskich organizmach.

Oczywiście, zdarzają się teksty w stylu „patrzcie, zrobiła sobie cycki”. Pochodzą one zazwyczaj od zawistnych bab, które:
1. Nie chcą wyglądać atrakcyjnie – do tej kategorii można wrzucić wszelkie feministki, jak również mężatki, które próby uatrakcyjnienia wyglądu zakończyły na ceremonii ślubnej, a potem zdziwiły się, że szanowny małżonek zaczął rozglądać się za osobnikiem przynajmniej w minimalnym stopniu zadbanym,
2. Mają super biusty, które nie wymagają powiększenia – ale poczekajmy, aż im te naturalne balony zaczną obwisać,
3. Nie mają pieniędzy na zabieg, ale muszą wytykać placami kobiety, których ten problem nie dotyczy. Postawa jest bardzo prosta: Porsche Cayenne jest brzydki i kiepski nie dlatego, że jest brzydki i kiepski, tylko dlatego, że kosztuje ponad 300.000 zł, a my zarabiamy średnią krajową. Czyli moje cycki są w porządku tylko dlatego, że nie mam kasy, żeby je powiększyć.

Ewentualnie tekstem o zrobionych cyckach mogą rzucić panowie, którzy w domu mają niewiele i niewielkie też widoki na wyhaczenie osobnika, który zaoferuje więcej. W ich przypadku „zrobiła sobie cycki”, powinno mieć dalszy ciąg: „szkoda, że nie moja baba”.

Duży cycek zawsze zwróci uwagę męskiej części populacji, może z wyjątkiem panów kochających panów.

Po co powiększać?

Powiększanie nie jest celem samym w sobie. Powinno czemuś służyć. Oczywistością jest, że dorodne piersi są ozdobą każdej kobiety. Jednakże poza walorem estetycznym, służącym przede wszystkim przyciągnięciu osobników płci drugiej, piersi mają także wymiar praktyczny. Pomijam aspekt macierzyństwa, bo silikonowe poduszki nijak nie wpływają na karmienie piersią, a co najwyżej mogą zmniejszyć obwis po okresie takiego karmienia.

Natomiast piersi są rewelacyjnymi elementem zabawy między osobnikami płaci przeciwnej i pozwalają na doświadczenie niezapomnianych wrażeń. I to jest, poza kwestią estetyki, drugi z powodów, uzasadniających ich powiększenie.

Należy jednak pamiętać, że istnieje grupa kobiet, dla których seks jest katorgą niewartą uwagi, a najlepszym sposobem rozmnażania jest dla nich zapylanie metodą na myjnię samochodową (a i to nie każdą), czyli bezdotykową. Takie kobiety powinny mocno rozważyć ewentualne powiększanie. Cycki nie są tylko i wyłącznie ozdobą kobiety, ale także mogą służyć do miłych zabaw damsko – męskich. Jeśli wskutek nabytej lub wrodzonej niechęci, oziębłości, czy innego psychicznego upośledzenia, kobieta zabawy z udziałem cycków wyklucza, to powiększanie biustu jest kompletnie bez sensu. Problem ten w takim przypadku sprowadzić można do brutalnego pytania: po co ci większe cycki, skoro i tak się nie pukasz?

Lub inaczej i nieco bardziej dyplomatycznie: czy warto podnosić swoją seksualną atrakcyjność (a niewątpliwie czyni to obfity biust), skoro z seksu i tak nic nie będzie?

W przypadku takich kobiet, powiększony biust będzie synonimem loda (nomem omen) lizanego przez szybę. Czyli wielkie obietnice bez realizacji. Pożytkiem z takiego powiększonego biustu może więc być jedynie zwiększony ciężar do noszenia, a przyznajcie sami – pożytek to mocno wątpliwy. Radość z takiego powiększenia będą mieć przede wszystkim ortopedzi, zgodnie z następującym równaniem:
większy ciężar cycków = większe obciążenie dla kręgosłupa = większa szansa na powstanie skrzywień lub zwyrodnień = większa szansa na zarobek dla lekarzy

Jeśli więc powiększony biust miałby upiększać kobietę i zwiększać jej atrakcyjność, ale w zakresie stosunków damsko – męskich sprowadzać się do działań wyłącznie platonicznych, to szkoda i czasu, i pieniędzy.

Czy warto ryzykować?

Powiększenie biustu wiąże się z koniecznością wykonania zabiegu chirurgicznego. Pomijam tu wszelkie oszustwa w rodzaju biustonoszy push up, które niczego nie powiększają, a są tylko optycznym złudzeniem. I wszystkie cudowne kremy, mające pompować biust jak porządny kompresor bezdętkową oponę. A więc skalpel chirurga jest niezbędny.

Zabieg chirurgiczny wiąże się z ryzykami dwojakiego rodzaju:
1. ryzyko zdrowotne,
2. ryzyko hmmm ……… artystyczne.

Ryzyko zdrowotne.

Każdy zabieg chirurgiczny, nawet najbardziej prosty, łączy się z ryzykiem. Nie ma znaczenia, czy operowana jest ręka, noga, mózg, cycek, czy pośladek (zwany pospolicie półdupkiem – co dziwne, całość nazywana jest dupą, a nie dupkiem) – zawsze jest ryzyko, że zabieg się nie uda.

Ryzyko dotyczy z jednej strony błędów medycznych, związanych ściśle z przeprowadzonym zabiegiem, wśród których do najbardziej rażących należy pozostawienie w ciele pacjenta różnych przedmiotów, które w tym miejscu znaleźć się nie powinny, czyli igieł, chust operacyjnych i wszystkiego, co znajdzie się pod ręką chirurga.

Ale błędy medyczne to także sam źle (z różnych powodów) przeprowadzony zabieg oraz całe spektrum spraw niby mniejszego kalibru, ale często równie groźnych lub nawet groźniejszych dla pacjenta: drżąca ręka chirurga, przecinającego nie to, co trzeba, podanie niewłaściwych leków, zastosowanie od początku złej metody zabiegu, wszczepienie elementów z substancji (przede wszystkim metalu), na którą pacjent ma alergię, zła rehabilitacja, niewłaściwie dobrane znieczulenie, z którego nie sposób wybudzić itd. W przypadku cycków istotne jest odpowiednie dobranie wkładek silikonowych (wielkość), które od momentu zabiegu stają się „sercem” każdego cycka.

Z drugiej strony, ryzyko zdrowotne związane jest z wszelkiego rodzaju zaniedbaniami, nie związanym z samym zabiegiem, a powodującymi np. zakażenia szpitalne, będące prawdziwą zmorą. Do najgorszych z nich należą zakażenia bakterią gronkowca złocistego – zakażenia w zasadzie niewyleczalne.

Trzeba też pamiętać o jednym: nawet jeśli zabieg zostanie przeprowadzony całkowicie prawidłowo i zgodnie z zasadami sztuki, szpital nie dopuści się żadnych zaniedbań, a i pacjent rehabilitowany będzie dobrze, to zawsze może zdarzyć się tak, że zabieg zakończy się niepowodzeniem, czyli nie przyniesie zakładanego efektu – leczniczego lub wizualnego. Potwierdzają to badania statystyczne. Po prostu jest pewien obszar niepewności, który medycyna może zmniejszać, ale wyeliminować pewnie nie uda się go nigdy. Nie gojące się rany pooperacyjne wcale nie muszą być wynikiem złapania jakiegoś syfka w szpitalu, a ciągły ból cycków nie musi być wynikiem źle dobranych silikonowych baloników. Oczywiście, im zabieg jest bardziej skomplikowany, tym prawdopodobieństwo niepowodzenia jest większe, ale istnieje ono także przy prostych zabiegach, takich jak wycięcie wyrostka robaczkowego, czy operacja stulejki (to akurat nie u kobiet). I zawsze trzeba je mieć na uwadze.

Poza tym operacja powiększenia biustu jest bolesna. Przy czym nie sama operacja, ale okres po, czyli czas gojenia się ran i dochodzenia organizmu do stanu równowagi.

Ale to trochę jak z wyrównywaniem zębów: prawie wszyscy, którzy chodzili w aparatach przypominających narzędzie tortur twierdzą, że gdyby wiedzieli, co ich czeka, nigdy by się na to nie zdecydowali. Co nie zmienia faktu, że w takich aparatach chodzi mnóstwo osób, mających problem ze sforsowaniem bramek na lotnisku. Jednak piękno (lub precyzyjniej rzecz biorąc: mniejsza brzydota) ma swoją cenę.

Ryzyko artystyczne.

Lekarz powiększający cycki powinien być w pewnym sensie artystą. Może nie na poziomie Michała Anioła, ale mimo wszystko ze zręcznymi łapkami i bystrym okiem. Nie jest sztuką wpakowanie mnóstwa silikonu i zrobienie kobiecie ogromnych, sztucznych balonów. No, chyba, że naprawdę na takim efekcie jej zależało.

Sztuką jest takie powiększenie, które wygląda mniej lub bardziej naturalnie. Czyli przesunięte w pionie lub poziomie sutki, wyeksponowane blizny po operacji, czy ogromne, kuliste balony, świadczą o tym, że lekarz się nie popisał.

Naprawienie takiego błędu może być trudne i kosztowne, zwłaszcza jeśli lekarz do błędu przyznać się nie chce i nie zgadza się na darmową poprawkę. Więc jeśli zabieg się nie powiedzie, a do poprawki (darmowej lub nie) nie dojdzie, to trzeba pogodzić się ze świadomością, że jeden sutek celuje w Maroko, a drugi w Kaukaz. Oczywiście, zazwyczaj taki zez rozbieżny pojawi się dopiero po zdjęciu biustonosza, czyli teoretycznie niewiele osób będzie mogło go obejrzeć – nawet jeśli mamy do czynienia z wyjątkowo popularną striptizerką. Ale świadomość tej niedoskonałości może zniechęcać do pokazania się w pełnej krasie, czyli zabieg odniesie skutek dokładnie odwrotny od zamierzanego.

Dopisek świąteczny

Zbliżają się Święta, więc podwyższa się prezentowa gorączka wśród gawiedzi. I dla tej gawiedzi, mam małą podpowiedź: dobrze zrobiony biust może być świetnym prezentem pod choinkę: zarówno dla niej, jak i dla niego. Przy czym w tym ostatnim przypadku, to nie męski biust byłby powiększany. Taki prezent pozwala na cofnięcie się do czasów dzieciństwa i przypomnienia sobie, jak miłym prezentem potrafią być zabawki.

Miłej zabawy!

Aktualizacja

Właśnie przeczytałem złotą myśl p. Pauliny Krupińskiej:

„Od samego początku karmię małą piersią i nigdy nie zastanawiałam się, czy w związku z tym ucierpi mój wygląd.”

Droga Pani! Gdyby oddała się Pani w ręce fachowca, mogłaby Pani karmić piersią dużą.

Nebelwerfer

P.S. Zdjęcie tytułowe jednoznacznie wskazuje, że artysta uznał, że należy skupić się na tym, co w każdej kobiecie jest najważniejsze. Usunął więc ręce, żeby nie zasłaniały widoku i nie przeszkadzały w skupieniu się na tych najważniejszych elementach.

P.P.S. Właśnie przeczytałem złotą myśl córki byłego premiera (tego, który chciał zalać wodą sąsiednie kraje i uczynić z Polski wyspę), że z gustem nie trzeba się urodzić. Całkowicie się z tym zgadzam i dodam, że z biustem jest podobnie. Nie trzeba się z nim urodzić. Wszystko w rękach chirurga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *