intro

Życzenia świąteczne



Jeżeli ktoś spodziewał się w tym tekście świątecznych życzeń dla czytelników, to chyba jeszcze nie zdążył wytrzeźwieć, przespał całe Święta, albo cierpi na skutki zatrucia pokarmowego. Chyba, że pomyślał, że chodzi o życzenia wesołych świąt Wielkiej Nocy lub Dnia Szparkiej Sekretarki. Otóż życzeń składać nie zamierzałem i nie zamierzam. W końcu, żeby były szczere, musiałbym kogoś choć połowicznie znać. Dlatego poniżej tylko kilka uwag na temat zasad wysyłania życzeń i bezsensu wyrywania się z nimi przez dwa lata rzędu.

Mały skrót historyczny:

W złotych czasach zachłyśnięcia się przez naród telefonami komórkowymi, wysyłane smsami życzenia były bardziej utrapieniem niż przyjemnością. Każdy posiadacz telefonu za punkt honoru uważał wysłanie życzeń do wszystkich osób z listy kontaktów, może poza teściową i pocztą głosową. Potrafiło to zająć nawet i godzinę – wszystko zależało od objętości takiej listy. Esemesowe życzenia musiały być rubaszne, dowcipne i zgrabnie rymowane. I oczywiście stosownie do tych cech – żałosne. Tak czy siak, w Wigilię telefon pikał prawie cały dzień. Rzecz jasna, treść życzeń jedni podkradali od drugich, bo w końcu mało komu chciało się dać upust poetyckiej, życzeniowej wenie. Dochodziło więc do hardkorowych sytuacji, w których otrzymywałem od kogoś życzenia o treści identycznej jak ta, którą tej osobie wysłałem. Poza innym imieniem i nazwiskiem, of kors, a i to nie zawsze. Dlatego przy bezczelnym zrzynaniu treści życzeń, wskazana była zawsze wzmożona czujność.

Fala życzeń smsowych na szczęście powoli się zmniejszała, ale całkowicie nie zanikła. Wydaje mi się, że obecnie życzenia tą drogą składane są zdecydowanie bardziej szczerze i nie jest to proste odfajkowywanie poszczególnych osób z listy kontaktów. Po prostu minęła moda, więc mniej jest osób głupio i ślepo jej ulegających.

Potem nadeszła fala życzeń e-mailowych. Wymogi nieco się zmieniły. Życzenia spoważniały, w mejlach pojawiły się grafiki lub zdjęcia. Ich poważną zaletą jest oszczędność czasu. Zdecydowanie szybciej można wysłać e-mailem te same życzenia do 100 osób, niż wysłać 100 smsów. Także ta fala zaczyna się zmniejszać i funkcjonuje głównie w obrocie firmowym i handlowym. Czyli wystarczy coś kupić w sklepie internetowym, a świąteczne życzenia jak w banku wylądują w naszej skrzynce pocztowej i oby był to folder spam. Bo takie życzenia wszelkiej pomyślności, w wydaniu sklepu oznaczają: obyś miał jak najwięcej kasy do wydania u nas. Trudno je uznać za bezinteresowne.

Zadziwiające natomiast jest, że pomimo rozpowszechnienia telefonów, coraz mniej życzeń składanych jest bezpośrednio: ot, po prostu, dzwonimy do kogoś, żeby złożyć mu życzenia. Zanik życzeń składanych na żywo wcale nie wynika z faktu, że w smartfonach funkcja umożliwiająca rozmowę telefoniczną nie należy do najważniejszych. Po prostu kontakty między ludźmi zanikają i niektórzy uważają, że lepiej np. wysłać mejla niż ruszyć dupę i pogadać z kimś, kto siedzi w pokoju obok.

Obecnie jesteśmy na etapie mediów społecznościowych i składanie życzeń sprowadza się do krótkiego wpisu na fejsie, wartego mniej niż filtr we francuską flagę na zdjęciu profilowym. Takie życzenia adresowane są w sumie do całego wszechświata, także do ameby żyjącej w najbliższej nie zamarzniętej kałuży i małych, zielonych ludzików z Marsa. Czyli do nikogo.

Obecnie życzymy więc sobie coraz mniej, choć wcale to nie oznacza, że mniejsza ilość przerodziła się w jakość.

A teraz do rzeczy.
Na czym polegać powinny życzenia świąteczne?

Otóż powinny mieć wyłącznie jedną cechę: szczerość. Reszta się nie liczy. Nie muszą być pisane regularnym trzynastozgłoskowcem, a nie być wyrafinowanym wytworem wyrafinowanego umysłu. Wystarczy, że naprawdę są szczere.
Czyli życzenia nie powinny być reakcją na życzenia właśnie od kogoś otrzymane, lecz związane z pamięcią o kimś i wewnętrzną potrzebą szczerego życzenia tej osobie czegoś miłego. Pomijam przy tym kwestię szczerego życzenia komuś wszystkiego najgorszego, ze złamaniem nogi, wysypem pryszczy i kontrolą podatkową na czele. Niestety, tej szczerości nadal jest tyle, co napłakał kot.

Dlatego od jakiegoś czasu stosuję zasadę rocznej przeplatanki, czyli co drugiego roku. Nie wysyłam jako pierwszy życzeń tej samej osobie dwa razy pod rząd. Po prostu jeśli jako pierwszy wysłałem komuś życzenia w ubiegłym roku, w tym roku czekam, czy ten ktoś jako pierwszy przyśle je do mnie. Jeśli tak zrobi, to oznacza (choć nie musi to być prawdą), że coś tam sobie o mnie myśli, na jakimś kontakcie mu zależy i pamięta, że była osoba, od której otrzymał życzenia. Jeżeli nie – mam tego kogoś w końcowej części układu pokarmowego i z pewnością nie zamierzam niczego wysyłać ani w tym, ani w przyszłym roku. Jakoś nie robią na mnie wrażenia życzenia, jakie otrzymuję po 5 minutach od wysłania moich własnych. Bo są po prostu wymuszone, a nie szczere. Więc osobnik taki, niezależnie od płci ląduje w „dupek zone”, a wydostać się niej nie jest łatwo.

Jest to prosta metoda na oddzielenie tych, którzy faktycznie chcą nam czegoś życzyć, od tych, którzy tylko reagują na nasze życzenia, żeby pokazać, jacy są wspaniali. Lub spełnić niemiły obowiązek. Życzenia od takich osób zasługują na miano śmieciowych.
Na pohybel z nimi!
Lepsze jest po prostu milczenie.

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *